niedziela, 17 stycznia 2016

5km dziennie. Tydzień 2

Tym razem nie poszło mi zbyt dobrze, bo przez cały tydzień pracowałam po 10 godzin dziennie i nie miałam czasu na ruch. Do tego nie zawsze pamiętałam o włączaniu Endomondo i nie wiem do końca, ile kilometrów przebyłam. Moje mniej więcej (bardziej mniej) dokładne obliczenia mówią, że jestem 15km w plecy.



Narastające zaległości wpędziły mnie w wyrzuty sumienia. Tyle, że nie mam co marudzić i użalać się nad sobą. Wszystko jest do nadrobienia, tylko muszę to robić systematycznie i po trochę. Dziś zaczynam.

czwartek, 7 stycznia 2016

5km dziennie. Tydzień 1

Pierwszy tydzień wyzwania za mną. Wyniki prezentują się tak:



Moja aktywność fizyczna ograniczyła się do chodzenia, bo biegać w taką pogodę nie zamierzam, wyciąganie roweru z piwnicy byłoby głupie i niebezpieczne, nie mówiąc już o wątpliwej przyjemności z jeżdżenia po śnieżno-lodowo-błotnej ciapie. Ten piątkowy, niebieski paseczek na wykresie, to 30 długości basenu. Nie umiem zbyt dobrze pływać, więc był to wyczyn (po którym przez trzy dni cierpiałam na bóle brzucha). Najsłabszy był wtorek, bo nie miałam czasu nawet się podrapać.
Środę za to, z racji święta, miałam wolną, leniwą. Tak leniwą, że o mały włos, a bym ją przeleżała, przeoglądała serialowo i przegrała w gry. Zmusiłam się do wyjścia na spacer i tak mnie ten spacer wciągnął, że nadrobiłam zaległość z wtorku. W nagrodę zagrałam w Dotę i chyba ogarnęłam Necrophosa. Chyba.
W tym moim chodzeniu jestem kilometr z haczykiem do tyłu, ale nadrobię go rychło. Może dziś, może jutro. Nie wiadomo.

piątek, 1 stycznia 2016

5km dziennie. Zasady

Tak, zmiana daty to zawsze dla mnie pretekst do wzięcia się za siebie. Niezmiennie stosuję w głowie formułkę "od pierwszego...", "od jutra...", "od poniedziałku..." i postanawiam. Zwykle wytrwałości wystarcza mi tylko na trochę, ale na szczęście później znów jest pierwszy, jutro, poniedziałek.
Jedno z postanowień, póki co, utrzymuję, a związane jest ono z jednym z moich stu marzeń. Dziś mija sześćdziesiąty drugi (bo zaczęłam 1 listopada) dzień bez papierosa i wszystko wskazuje na to, że, choć nie jest łatwo, może mi się udać wyjść z nałogu. Trzymajcie kciuki.


Po raz pierwszy do wyzwania 5 kilometrów dziennie podeszłam pod koniec sierpnia i wypełniałam je przez równy miesiąc, po czym zachorowałam i musiałam przestać. Teraz jest już trochę lepiej, dlatego podejmuję się go na nowo.

Zasady są proste.
1. Należy codziennie przejść, przebiec, przejechać na rowerze, przepłynąć, przespacerować, przejechać na rolkach, łyżwach, nartach, przewędrować... po prostu przebyć 5 kilometrów.
2. Można więcej, nie można mniej.
3. Odległości pokonane różnymi metodami sumują się.
4. Jeśli zdarzy się dzień, w którym nie uda się wykonać zadania, przechodzi ono na dzień następny (przykład: jeśli w poniedziałek udało się przejść tylko 4 kilometry, we wtorek trzeba przejść 6).
5. Niewykonane zadanie można rozłożyć na kilka dni (przykład: jeśli w poniedziałek nie udało się przebiec ani jednego kilometra, to od wtorku do soboty trzeba zaliczyć po 6).
6. Nadrabianie zaległości nie działa wstecz (fakt, że w niedzielę przebiegło się 10 kilometrów, nie oznacza, że w poniedziałek można usiąść na dupie i bezkarnie nic nie robić).
7. Na koniec dnia należy zrobić rachunek sumienia i zapisać wyniki oraz zaplanować ruch na następny dzień.

Tak naprawdę nie jest to zadanie bardzo trudne do wykonania, choć wymaga dyscypliny. Ważna jest różnorodność, bo nuda potrafi zabić każdy entuzjazm. Warto pomyśleć o towarzystwie, bo można tak dokonać cudów i nawet nie zauważyć, kiedy.

Jakich efektów oczekuję? Większej sprawności, lepszej kondycji, niższej wagi. Policzyłam właśnie, że wyzwanie 5 kilometrów dziennie może mi pomóc w spełnieniu co najmniej dwudziestu jeden ze stu moich marzeń. Jest to wystarczająca motywacja.

Kto się przyłączy?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...