piątek, 23 stycznia 2015

Łódź

Kilka dni temu byłam (byliśmy) na jednodniowej wycieczce w Łodzi. Mieszkałam kiedyś w tym mieście przez cztery lata, po czym uciekłam, mając w głowie niezbyt dobre skojarzenia. Od tamtej pory w moim życiu zmieniło się dosłownie wszystko. Po ponad pięciu latach przerwy chodziłam po łódzkich ulicach i włączały mi się pozytywne wspomnienia. No i gromadziły zupełnie nowe. 

Oto fotorelacja z podróży. 


Od mojej ostatniej wizyty w Łodzi pałac Akademii Muzycznej pozbył się farby w kolorze polska brzoskwinka i pięknieje. W dodatku obok niego stoi całkiem nowy budynek, do którego jednak wolałam nie wchodzić przed godziną 14:00, a po 14:00 nie miałam na to czasu. W starym budynku niejedno widziałam, niejedno przeżyłam i niejednego się nauczyłam.


Pewne rzeczy jednak się w Łodzi nie zmieniły. Ten pałacyk nadal stoi niezagospodarowany wśród coraz bardziej gęstych chaszczy.


Za to tutaj się pozmieniało. Kiedyś wsiadałam tu do tramwaju, który wiózł mnie do akademika. Kiedyś stało tu więcej budynków.


Ulica Legionów. W tej bramie znajduje się mieszkanie, które okupowałam wraz z wiolonczelistkami. W oknie mojego pokoju nie było szyby. 13 stopni. Węgielek do sziszy gasł z zimna, zanim zdążyłam go donieść z kuchni do pokoju. Tanio było.


Podwórka na Legionów ciąg dalszy. Codziennie popołudniu stukała tędy obcasami sąsiadka, która, po dojściu do kamienicznej studni, wrzeszczała "Aśkaaaaa! Spuść mi psaaaa!". I Aśka spuszczała. 


Park Śledzia. 


Pomnik sera. Zegar słoneczny w Parku Śledzia.


Nie wiem czemu, ale to miejsce bardzo lubię.


A tego nie lubię.


Manufaktura. Zjedliśmy w niej śniadanie z supermarketu i wypiliśmy kawę, po czym urządziliśmy sobie mikro keszobranie. 


Maskowanie powyższej skrzynki jest genialne. Szkoda tylko, że z powodu korozji nie udało się jej otworzyć.


W Manufakturze warto pójść do Eksperymentarium. A najlepiej pójść tam z kimś, kto wie dlaczego magnes wzdłuż rury spada powoli i dlaczego ciecz wewnątrz kręcącego się cylindra robi lej i jaki jest wzór na pracę i jak działa busola. 
W Eksperymentarium jest stolik z siedmioma stanowiskami do rozwiązywania logicznych łamigłówek. Na powyższym zdjęciu widać klocki, z których miałam ułożyć kostkę (widoczną w opisie zadania, w tle), ale jak zwykle wyszedł mi żółw.

Po świetnej zabawie z nauką odwiedziliśmy Muzeum Fabryki, gdzie załapaliśmy się na genialnego przewodnika. Akurat oprowadzał po muzeum dzieci z podstawówki (mój poziom wiedzy historycznej jest podobny do ich, pewnie dlatego mi się podobało :D)


Ulica Piotrkowska. W drodze do Niebostanu.


W szponach sexu.


A to my. W Niebostanie. W koszach zakupowych.


Niebostan. Piotrkowska 17, w bramie. Grillowane tofu w bułce. Grillowana bagietka ze szpinakiem i oliwkami. Jedzenie ratujące życie.


Poszliśmy na Narutowicza, bo słyszałam, że Hotelu Centrum już nie ma. Widok tej ruiny był zarówno przerażający, jak i fascynujący. Niestety nic na naszych oczach nie chciało samoistnie odpaść.


Jednak są w tym mieście jakieś kolory. Wspaniały Artur Rubinstein obok Pewexu.


W drodze na frytki na Struga dorwałam w końcu czekoladę z masłem orzechowym. W końcu. W końcu.


Frytki na Struga polecone przez Magdę z I can't believe it's vegan. Rzeczywiście dobre. Rzeczywiście tłuste. W menu wegańskie sosy oznaczone wegańskim znaczkiem. 


Spędziłam w Łodzi nieco ponad 12 godzin na chodzeniu, doglądaniu, kupowaniu, jedzeniu, wspominaniu i opowiadaniu. Nigdy nie sądziłam, że powrót do miasta, z którego kiedyś wiałam, będzie tak miły.
Przeszliśmy wspólnie z moim towarzyszem mnóstwo kilometrów. Bawiliśmy się świetnie, wróciliśmy bardzo zmęczeni, ale zadowoleni i z planami na dalsze podróże. :)

środa, 7 stycznia 2015

Błyskawiczna zupa krem z ciecierzycy i papryki

W ramach testowania nowego urządzenia kuchennego w postaci blendera przyrządziłam dziś błyskawiczną zupę krem z ciecierzycy i żółtej papryki. Nie wymaga ona wielu składników, a czas przygotowania (jeśli ma się już ugotowaną ciecierzycę lub ciecierzycę z puszki) nie przekracza 10 minut.
W sam raz na pierwszy dzień pracy po dłuższej przerwie :)



Składniki na 2 porcje:
1/2 szklanki suchej ciecierzycy (lub 1 puszka tejże)
1 żółta papryka
4 ząbki czosnku
sól i pieprz
chilli do posypania na talerzu

Jeśli używasz suchej ciecierzycy, namocz ją na noc, a rano ugotuj do miękkości (około 60 minut), a następnie ją odcedź. Jeśli używasz ciecierzycy z puszki, odcedź ją. Ciecierzycę, paprykę i czosnek zblenduj z dodatkiem szklanki wody na gładką zupę. W razie, gdyby była za gęsta, dolej jeszcze pół szklanki wody. Zupę dopraw do smaku solą i pieprzem, a następnie ją podgrzej. Podawaj z odrobiną chilli.

wtorek, 6 stycznia 2015

Pieczone ziemniaczane kuleczki

Pędzę z przepisem na ziemniaczane kuleczki, które, wraz z moim wspaniałym gościem, jedliśmy do burgerów szpinakowych.
Najlepiej (bo najszybciej) jest wtedy, kiedy zrobi się je z ziemniaków, które zostały z poprzedniego obiadu. Ze świeżo ugotowanych też da się, tylko trzeba uzbroić się w czas i cierpliwość (nawet, jeśli użyje się szybkowaru). Gotowe kuleczki są miękkie w środku i mają fajną, przypieczoną skórkę. 



Składniki na 25-30 sztuk:
4 średnie ziemniaki
1 łyżka mleka sojowego
1 łyżeczka oleju
1/2 łyżeczki tymianku
1/2 łyżeczki majeranku
1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej
sól i pieprz

Obrane ziemniaki ugotuj w lekko osolonej wodzie.Kiedy będą miękkie, odcedź je i utłucz na puree wraz z mlekiem sojowym, olejem, tymiankiem, majerankiem i gałką. Dopraw wszystko do smaku solą i pieprzem i dokładnie wymieszaj. Z gotowej masy uformuj małe (wielkości niedużego orzecha włoskiego) kuleczki, ułóż je na blaszce do pieczenia i piecz w piekarniku nagrzanym do 180 stopni z włączonym termoobiegiem (lub do 200 stopni bez termoobiegu) i piecz przez 15-20 minut aż kuleczki będą rumiane.

niedziela, 4 stycznia 2015

Burgery szpinakowe

Przyjmuję ostatnio w mieszkaniu sporo gości, bo każdy chce zobaczyć moje nowe ściany. I choć jest tu jeszcze surowo, choć warunki, miejscami, są studenckie, to chyba się podoba.
Mogę się w końcu wyżyć kulinarnie i wykarmić przybyszów, którzy potem leżą z brzuchami do góry i jęczą, że ojezujakiedobre! Wczoraj były burgery szpinakowe, które, z dodatkiem hummusu, ajwaru, sosu chilli, sałaty i pomidora w przypieczonej grahamce miotą. Gość też wymiótł.


 

Składniki na 12-15 sztuk:
1 szklanka kaszy jaglanej
1 łyżka oleju
1 duża cebula
6 ząbków czosnku
8 pieczarek
300g świeżego szpinaku
1/3 łyżeczki chilli
1/3 łyżeczki gałki muszkatołowej 
sól i pieprz

Kaszę przepłucz najpierw zimną, potem gorącą wodą, umieść w garnku, zalej dwiema szklankami wrzątku, przykryj pokrywką i gotuj na małym ogniu przez 20 minut, nie mieszając. 
W garnku rozgrzej olej i podsmaż na nim pokrojoną w kostkę cebulę i posiekany czosnek. Po 2-3 minutach dodaj pieczarki pokrojone w kostkę i umyty szpinak. Wszystko wymieszaj, przykryj pokrywką i duś na małym ogniu aż szpinak zmaleje. Wtedy dopraw warzywa chilli, gałką, solą i pieprzem i wymieszaj z ugotowaną kaszą. Z gotowej masy uformuj kotlety, ułóż je na blaszce wyłożonej papierełem i piecz przez 30-35 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...