sobota, 5 lipca 2014

Prochowice

Z okazji trzeciej rocznicy mojego weganizmu jakiegoś specjalnego świętowania nie będzie. Niech wystarczającą nagrodą za trzy lata będą upieczone na obiad młode ziemniaki, które smakują jak z ogniska. Dużo ich nie ma, zad nie urośnie.

Pojechałam dziś na krótką wycieczkę do Prochowic, przez które przejeżdżałam setki razy w drodze do i z Wrocławia. Nigdy dotąd nie byłam wewnątrz. Tym razem trochę pochodziłam i pozwiedzałam.



Głównym celem podróży był zamek rycerski, który, jak donosił założyciel znajdującego się w nim kesza, coraz bardziej popada w ruinę i powoli umiera. Na miejscu okazało się, że zamek jest remontowany.

Więcej informacji o zamku: tutaj.



Właściciel ma jeszcze sporo pracy, ale trzymajmy kciuki, żeby dał radę w całości uratować ten zabytek.



Kiedy robiłam mu (zabytkowi, nie właścicielowi) zdjęcia od strony południowej, przyczepił się do mnie miejscowy jegomość, który, na tyle, na ile potrafił, opowiedział mi historię zamku od czasów komuny do dziś. W każdym zdaniu powtarzał słowa "panie, panie". A wokół niego unosił się "zapach", który sugerował, że jego ubrania prane były za czasów komuny właśnie. Ale za to uroczego miał psa. Mój nowy prochowicki znajomy wskazał mi ścieżkę, która prowadzi wokół zamku, dzięki czemu obejrzałam go sobie z każdej strony.



Prochowice leżą zaledwie 17km od Legnicy i 20km od Lubina. Mają niewielki, zadbany rynek, czego nie można powiedzieć o moim mieście. My mamy jedynie najsłynniejszą w Polsce dziurę w rynku (niedawno nasza dziura obchodziła dziewiąte urodziny; oby nie sto lat, sto lat).



W kamieniczkach okalających rynek, jak za dawnych lat, znajdują się sklepy, warzywniaki, zakłady fryzjerskie, zegarmistrz, piekarnia, kwiaciarnia... niemal wszystko, czego mieszkaniec małej miejscowości potrzebuje na co dzień.
W tych widocznych na zdjęciu jest warzywniak "Witaminka", który był źródłem mojego dzisiejszego śniadania numer jeden (jabłko) i numer dwa (marchewki). 


Kiedy spacerowałam ulicami Prochowic czułam się jak jakieś nadprzyrodzone zjawisko. Tambylcy bacznie i bezceremonialnie mi się przyglądali i obserwowali każdy mój ruch. Nie sprzyjało to za bardzo skutecznemu keszobraniu. Plan jednak zrealizowałam i znalazłam to, co miałam znaleźć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ponieważ zmęczył mnie spam wysyłany przez pewnego zautomatyzowanego anonima (100-120 komentarzy dziennie!), włączyłam weryfikację obrazkową. Mam nadzieję, że Was to nie zniechęci do komentowania zawartości mojego bloga! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...