wtorek, 22 kwietnia 2014

Jędrzychów

Pojechałam dziś na rowerze przed siebie. Uczucie to przewspaniałe - wolność w głowie i wiatr we włosach (nieostrzyżonych, bo mój fryzjer Marcin nadal jest nie wiadomo gdzie). Jadąc sobie tak ode wsi dode wsi, widziałam i czułam przestrzeń, biegające sarny, latające bociany, słuchałam śpiewu ptaków, których w mieście nie słychać. Rower jest wielce okej. 


Celem mojej podróży był Jędrzychów, gdzie schowane są dwa kesze. Przy jednym z nich namęczyłam się strasznie, bo stara już jestem, a i za młodu włażenie na drzewa nie figurowało wśród moich zainteresowań (instynktownie czułam, że grawitacja istnieje i że działa). Jakimś cudem mi się jednak udało, rozważam jednak zakup turystycznej drabiny. Chociaż nie. Z drabiny też można spaść.


Druga skrzynka doprowadziła mnie do ruin starego zamku (później zboru ewangelickiego), który, niestety, stoi zaniedbany, mroczny, zapomniany. Działalność współczesnego człowieka kończy się w tym miejscu na wypisywaniu na ścianach głupich tekstów, rozrzucaniu wokół śmieci i bezmyślnym niszczeniu wszystkiego, co wpadnie mu w ręce. 





W drodze do i z Jędrzychowa przejeżdżałam przez Szklary Górne, w których piękna aleja kasztanowa prowadzi do zabudowań folwarcznych i stadniny. 



Przejechałam dziś na rowerze trochę ponad 30 kilometrów. Ciało jest zmęczone, ale umysł wypoczął. Rower rządzi. Rower to jest świat.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ponieważ zmęczył mnie spam wysyłany przez pewnego zautomatyzowanego anonima (100-120 komentarzy dziennie!), włączyłam weryfikację obrazkową. Mam nadzieję, że Was to nie zniechęci do komentowania zawartości mojego bloga! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...