poniedziałek, 30 września 2013

Spacerem po Rzymie

Z moich rzymskich wakacji wróciłam już dawno, ale nadal wspominam i tęsknię. Nie umiem już tego opowiedzieć, więc Wam pokażę.



Piazza della Repubblica z dużą fontanną, przy której lubiłam wieczorami siadać i wsłuchiwać się w miejski zgiełk.

Widok na Via del Condotti ze szczytu Schodów Hiszpańskich

Piazza del Popolo

Via Margutta, na której znajduje się moja ulubiona rzymska wegetariańsko-wegańska restauracja Il Margutta RistorArte


Wiadomo.

I wnętrze wiadomego.

Bardzo smaczne sorbety z wszech obecnej sieci Blue Ice.

Dupy tyłu strona fontanny na Piazza Navona

Santa Maria Maggiore, w pobliżu której był mój paskudny hostel

Absztyfikant

W drodze na anioł pański

Papa Francesco z dyndającym gobelinem

Papa Francesco przemawia

Niedaleko Watykanu

A to sorbety z jakiejś innej lodziarni, której nazwy i umiejscowienia już nie pamiętam. Były bardzo słodkie.

Na Via Trionfale można zjeść pyszną focaccię. Tylko kelner był smutny i nie chciał się do mnie uśmiechnąć.

Na żywo robi ogromne wrażenie. Zwłaszcza nocą, kiedy patrzy się nań podczas spożywania kolacji na trawie.

A to ja. 

sobota, 28 września 2013

Tofuburger

Jest to burger, od którego jestem ostatnio uzależniona. Jest bardzo prosty i szybki. No, chyba że ktoś (jak ja) zdecyduje się na pieczenie własnych burgerowych bułek (co polecam, bo pycha).



Składniki na 4 burgery:
1 kostka (180g) tofu wędzonego
4 bułki burgerowe
keczup
4 liście sałaty
1 pomidor
1 mała cebula
2 ogórki konserwowe
sól i pieprz

Tofu podziel na 4 plastry (najpierw przekrój kostkę w połowie, a potem wzdłuż) i usmaż bez tłuszczu, za to z dodatkiem sporej szczypty soli i pieprzu. Bułkę nadziej dobrym keczupem, sałatą, pokrojonym w plastry pomidorem, usmażonym tofu, cieniutkimi plasterkami cebuli i pokrojonymi w plasterki ogórkami.

piątek, 27 września 2013

Pieczone pomidory

Są takie sprawy i problemy, które trzeba przeczekać. Bywają bardziej lub mniej poważne kryzysy nie do ogarnięcia - ani rozumem, ani uczuciami. Takie sytuacje, których nie da się przepracować, bo zwyczajnie są "bez wyjścia", choć to trudne, trzeba zostawić, porzucić, na jakiś czas, a potem, kiedy emocje opadną, wrócić do nich i spojrzeć na nie z dystansu, z odrobinę większym, z racji minionych dni, miesięcy, czy nawet lat, doświadczeniem. I nie można się bać tego czekania. Każdy ból kiedyś zelżeje, jest szansa, że nawet minie, a z czasem okaże się niewiele znaczącym epizodem.

I ani trochę nie mówię tu o tym, że mam kryzys dotyczący prowadzenia bloga i bycia weganką w ogóle.

Czekam aż kryzysy miną, jedząc pieczone pomidory z czosnkiem i ziołami.



Składniki na 2 porcje:
4 pomidory
8 ząbków czosnku
4 liście laurowe
sól
pieprz,
bazylia i oregano

Pomidory pokrój na ćwiartki i ułóż w naczyniu żaroodpornym. Między pomidory powciskaj obrane ząbki czosnku i liście laurowe. Całą potrawę delikatnie posyp solą, pieprzem i ziołami, wstaw do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i piecz przez 35-40 minut.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...