środa, 10 lipca 2013

Rumunia

Polacy mają irytującą tendencję do wymyślania, rozpowszechniania, karmienia i utrzymywania stereotypów. Uwielbiają leczyć swoje kompleksy, wymyślając żarty na temat ludzi, którzy choć trochę się od nich różnią - czy to kolorem skóry, czy płcią osoby, którą kochają, bogiem, którego uważają za tego jedynego, czy dietą, jaką stosują. W oczach Polaków każdy Amerykanin jest grubasem, Holender - ćpunem i pedałem (combo!), Rosjanin - pijakiem, Cygan - złodziejem, muzułmanin - terrorystą, gej - pedofilem, a Rumun - brudasem i żebrakiem. 
Przyznaję, że w przypadku Rumunii nieco uległam tym opiniom i przed dotarciem tam trochę się bałam, że bieda, żebractwo i złodziejstwo mnie otoczą ze wszech stron i że nie wrócę do domu w takim samym stanie, w jakim wyjechałam.
W pewnym sensie się miło rozczarowałam (co uwielbiam!). Z drugiej strony rzeczywiście wróciłam stamtąd trochę odmieniona. :)


Costy - opiekun naszego zespołu, przewodnik, tragarz, towarzysz,
pomoc w załatwianiu wegańskich posiłków i wszystkiego, czego ktokolwiek z nas kiedykolwiek potrzebował.
Przyjacielski, uczciwy, pomocny, gotowy do poświęceń, a jest rumuńskim Cyganem.
Costy <3.

Podróż w tamtą stronę trwała 35 godzin. Nie wiem dlaczego. Nie chcę wiedzieć. W podobnym czasie doleciałam do Iraku przez Dubaj... W każdym razie jazda autobusem przez tyle godzin była męcząca i trudna do zniesienia. Za to kiedy dotarłam do Forest Ecvestru Park w Sucevity (czyt. Soczewicy - tak! :D), natychmiast zapomniałam o wszelkich trudach i znojach. Czterogwiazdkowy ośrodek, w którym zamieszkałam, położony jest w górach, na wsi, wśród natury i przestrzeni, której brakowało mi od dłuższego czasu. Nagle poczułam, że mam czym oddychać i że włączył mi się tryb "odpoczynek", a zmęczenie całym rokiem pracy zaczęło błyskawicznie odpływać.
Kiedy większość zespołu (znów wyjaśnienie - do Rumunii pojechałam jako członek kapeli Zespołu Pieśni i Tańca Ziemi Bolesławieckiej) postanowiła odpocząć w ośrodku, ja wybrałam się na kilkukilometrowy spacer po okolicznych wioskach. Byłam zachwycona tym, co tam zobaczyłam, poczułam i usłyszałam. Na rumuńskiej wsi widać, że bogato nie jest, ale mimo to jej mieszkańcy robią wszystko, żeby tego nie pokazywać. Drewniane domki są zadbane, kolorowe, wokół jest czysto i przyjemnie. Ludzie jeżdżą starymi bryczkami, które często są pięknie ozdobione, pozdrawiają się, są życzliwi i nieco ciekawscy. Widziałam też zaprzęg konny, wiozący sporą cygańską rodzinę, która śpiewała głośno i pewnie by tańczyła, gdyby na wozie było więcej miejsca. Wszędzie słychać było śpiew ptaków, cykanie świerszczy, szum drzew. Jak ja tego potrzebowałam!
Popołudniu czekała nas parada i pierwszy koncert. Ubrani w ludowe stroje pojechaliśmy jednak na obiad, z którego nie skorzystałam, bo składał się z mięsa i utytłanych mięsem warzyw. Kiedy spróbowałam dogadać się po angielsku z kelnerką i wyjaśnić, że jestem weganką i potrzebuję, żeby mi dała tylko warzywa, ta spojrzała na mnie krzywo i poprosiła, żebym zaczęła mówić po angielsku. Wiedząc, że się z nią nie dogadam, wróciłam do stołu, wyciągnęłam z torby swój paprykarz warzywny i zaczęłam obmyślać plan działania na najbliższy tydzień, żeby nie paść z głodu. 





Między paradą a koncertem opiekun naszej grupy zaprowadził nas do marketu, gdzie miałam możliwość zrobić zapasy. Zapytałam Costy'ego o dobre rumuńskie wina (były bardzo dobre :D i tanie :D i dużo :D) i, kierując się zasadą "o czym by tu jeszcze z nim pogadać, żeby nie wyjść na gburkę i buckę", powiedziałam mu, że zawsze w podróży mam problem z jedzeniem, bo jestem weganką, nie jem tego, tamtego i owego. Costy zrobił wielkie, przerażone oczy, zapytał, czy w takim razie jadłam cokolwiek, po czym zadzwonił do dyrektora festiwalu i załatwił mi wegańskie posiłki. Kilka razy dziennie pytał mnie, czy nie jestem głodna i czy jedzenie, które dostaję, jest w porządku. Głodna więc nie chodziłam, choć na grzyby już patrzeć nie mogę, bo przecież jedynym możliwym zastępnikiem mięsa są pieczarki i inne kapelusze na nogach ;) W każdym razie byłam niezwykle wzruszona troską, jaką zostałam otoczona i wdzięczna za nią niezmiernie.
Podczas pobytu na rumuńskiej Bukowinie zwiedziłam Muzeum Etnograficzne w Radauti, w którym dowiedziałam się sporo nowych rzeczy o dawnych, ludowych strojach, zwyczajach, życiu wsi, wyrobie soku z dyni i oleju z dyni, przędzeniu lnu, wyrobie lnianego materiału i naczyń ceramicznych. Byłam też w Marginei (położonej zaraz obok Sucevity), która słynie z czarnej ceramiki. Można było tam zobaczyć, jak się wyrabia kubki, wazoniki oraz inne naczynia i je kupić. Uczestniczyłam w integracyjnym party na którym nauczyłam się podstawowych kroków rumuńskich tańców, co nawet dla mnie - kawałka drewna z drewnianymi nogami, nie było trudne. Z autobusu oglądałam piękny, zielony kraj, który mnie zachwycił i którego jestem coraz bardziej ciekawa.




Kiedy jeździ się na festiwale z zespołami pieśni i tańca, jest niestety bardzo mało czasu na zwiedzanie, bo większość pobytu zajmują koncerty, próby, przygotowania do koncertów, dojazdy na koncerty, czekanie na koncerty i spotkania towarzyskie przed, w trakcie i po koncertach. Zwłaszcza, jeśli jest się w jakimś miejscu tylko przez kilka dni, czasu brakuje na wszystko. Na szczęście poznałam w Rumunii wiele zabawnych, roześmianych i szalonych ludzi, z którymi spędziłam cudowny tydzień. Poznałam Costy'ego, dzięki któremu śmiałam się bez przerwy, który z nami śpiewał, tańczył, mieszkał, jadł, pił (i przegrał :D), który pokazał mi skraweczek rumuńskiej kultury, zachęcając mnie do tego, żeby kiedyś (za rok?) wybrać się do jego kraju na dłuższą wyprawę. 
Było ekstra!

11 komentarzy:

  1. wow, zazdroszcze.. tez bylam kiedys w Rumunii,
    pamietam ze tam jadlam najgorsze jedzenie na swiecie (moze mialam po prostu pecha),
    to co mi sie podobalo to ulubiona bryndza (owczy ser), posypywali nia wszystko, od pomidorow po frytki..
    to byl okres, kiedy bylam (niestety) milosciczka kebabow i tam jadlam najgorszego na swiecie.
    a i w kartach nie bylo angielskich nazw, wiec zamawialam w ciemno, liczac ze moze to bedzie akurat cos dobrego i dostawalam na przyklad kasze jaglana posypana bryndza ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna relacja :) Co oprócz grzybków dawali Ci do jedzenia? :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czasu nie marnujesz. Widzę, że wciągnęły Cię festiwale :) My w tym roku jedziemy do Grecji i kapeli na żywo niestety nie potrzebujemy. Super, że wyjazd do Rumunii się udał. Pozdrawiam, Agata

    OdpowiedzUsuń
  4. Super zdjęcia i fajna relacja :) Bardzo miło się czytało.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakbym miała takiego opiekuna, też bym była odmieniona ;) a poważnie ciekawe miejsce, ciągle marzę, aby tam pojechać, pewnie kiedyś się uda :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetna relacja, super się czytało, od dłuższego czasu Rumunia jest na liście państw, które chciałabym zwiedzić :)
    Muszę jednak zaprotestować co do Twojego wstępu. Stereotypy istnieją i mają się dobrze w KAŻDYM państwie. Anglicy nabijają się z Irlandczyków i Francuzów, Francuzi z Anglików, Austriacy z Niemców, Gruzini z Ormian itd itp. a my sami w prawie każdym kraju jesteśmy postrzegani jako pijacy, złodzieje i brudasy. Nie mówiąc już o tym, że wielu Francuzów sądzi, że u nas nie ma telewizorów, a niedźwiedzie polarne chodzą ulicami. Polacy w swoich stereotypach nie są ani trochę gorsi od innych narodów, uwierz mi :)
    PS Żebractwo i złodziejstwo przypisywane jest Romom, a nie Rumunom i Rumunii :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Normalnie zielona zazdrość mnie wzięła. Od wielu lat marzę o zwiedzeniu Rumunii, wiadomo, że nie całej, paru miejsc. Sama nie pojadę (ledwo dukam po rumuńsku i zgubiłabym się jak nic), a jakoś nikt nie ma ochoty ze mną tam jechać.To pewnie przez te głupie stereotypy. Mirabelka ma rację, potwierdzam, zwłaszcza jeśli chodzi o mniemanie Francuzów co do warunków ogólnożyciowych w Polsce, że nie wspomnę, że większość z nich nie wie, że taki kraj istnieje lub mają przekonanie - "Polska, to za Uralem". Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
  8. Witam , fajna relacja , mam nadzieje ze jeszcze powrocisz do Rumunii, aby odkryc ja calkowicie, czego z calego sertca Ci zycze. Ja mieszkam juz tu prawie 7 lat, powod dla ktorego sie tu przeprowadzilam to moj maz Rumun. Pozdrawiam- Iza

    OdpowiedzUsuń
  9. Co ma znaczyć stwierdzenie cyt: "...a jest rumuńskie Cyganem" ? Brzmi obraźliwe:-(
    B Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałaś cały wpis, czy tylko te dwa słowa? Polecam jednak lekturę całości.

      Usuń

Ponieważ zmęczył mnie spam wysyłany przez pewnego zautomatyzowanego anonima (100-120 komentarzy dziennie!), włączyłam weryfikację obrazkową. Mam nadzieję, że Was to nie zniechęci do komentowania zawartości mojego bloga! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...