sobota, 27 lipca 2013

Sarmale

Po powrocie z Rumunii napisałam mail do mojego nowego znajomego tambylca. Poprosiłam go, żeby zapytał mamę, babcię, ciotkę, siostrę lub kogokolwiek z jego rodziny, kto dobrze gotuje, o przepisy na ich ulubione, tradycyjne, zgodne z wszelkimi rumuńskimi zwyczajami, potrawy. Po dłuższej chwili odpisał. Dał mi przepis na gołąbki...
Sarmale, czyli właśnie rumuńskie gołąbki, zawija się w kiszone liście kapusty. Muszę przyznać, że rezultat jest wspaniały i wątpię, czy zrobię jeszcze ich polską wersję. Tradycyjne sarmale mają farsz mięsny. Moje są z soczewicą i pieczarkami.



Składniki na 12 sztuk:
1 szklanka czerwonej soczewicy
2 torebki ryżu
2 cebule
8 pieczarek
4 duże pomidory
sól
pieprz mielony
kapusta kiszona w liściach
1 łyżeczka pieprzu w ziarnach
5-6 ziaren ziela angielskiego
4 liście laurowe

Szklankę soczewicy zalej dwiema szklankami wrzątku, zakryj pokrywką i gotuj na małym ogniu, nie mieszając, przez 20 minut. Ryż ugotuj w osolonej wodzie. Cebulę i pieczarki posiekaj, wrzuć na patelnię, podlej wodą i uduś. Dodaj 1 pokrojony w kostkę pomidor, ugotowaną soczewicę i ugotowany ryż. Wszystko wymieszaj, dopraw solą i pieprzem według upodobań. Gotowy farsz zostaw do ostygnięcia (po czym go spróbuj i ewentualnie ponownie dopraw). Dno dużego garnka wyłóż jedną warstwą liści kapusty i jedną warstwą pokrojonych w plastry pomidorów. Farsz zawiń w liście kapusty. Gotowe sarmale ułóż ciasno w garnku z kapustą i pomidorami. Powciskaj pomiędzy nie ziarna pieprzu, ziele angielskie i liście laurowe. Całość zalej wodą, posól, zakryj pokrywką i gotuj na maleńkim ogniu przez 90 minut.



Nieznana kuchnia świata 2Organizator: Aniko

czwartek, 25 lipca 2013

Tarta drożdżowa z malinami

Patrzenie na kogoś, kto ze smakiem zjada coś, co właśnie przygotowałam, jest jedną z najprzyjemniejszych i najbardziej satysfakcjonujących chwil. Nie jestem dobra w mówieniu o miłości i przyjaźni, więc robię to za pomocą jedzenia. Karmiąc kogoś, wyrażam uczucia, przekazuję emocje, okazuję troskę. Powiedzenie "przez żołądek do serca" nabrało dla mnie znaczenia dopiero wtedy, kiedy faktycznie mogłam kogoś nakarmić i kiedy sama byłam karmiona. 
Tarta drożdżowa z owocami na uczuciową bombę nadaje się idealnie. Pierwszą jej wersją, jaką przygotowałam, była malinowo-jagodowa "My blueberry night", do której użyłam 250g borówek amerykańskich i około 100-120g malin. Obdarowany tym cudem pożarł pół blachy za jednym posiedzeniem, po czym wygonił mnie do domu, bo bał się, że jak tak dalej pójdzie, to z tej miłości utyje. ;) Druga wersja była tylko z malinami. Planuję jeszcze wiśniową, śliwkową, brzoskwiniową... 
To bardzo dużo kochania.



Składniki ciasta:
1/3 szklanki ciepłej wody
10g drożdży
3 łyżki cukru trzcinowego
2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
2 łyżki oleju
1 szklanka mąki pełnoziarnistej
250g malin

Składniki kruszonki:
2 łyżki oleju
4 łyżki cukru trzcinowego
4 łyżki mąki pełnoziarnistej

Drożdże i cukier rozpuść w ciepłej wodzie, dodaj ekstrakt waniliowy, olej i mąkę. Wyrób ciasto bardzo dokładnie, po czym zostaw je, przykryte ściereczką, na 30 minut. Po tym czasie wyklej ciastem formę do tarty, ułóż na nim owoce i posyp kruszonką zrobioną z wymieszanego z cukrem i mąką oleju. Odstaw surową tartę w ciepłe miejsce na kilkanaście minut, po czym wstaw ją do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 30 minut.

czwartek, 18 lipca 2013

Ananas z chilli i miętą

Jeszcze wczoraj miałam plan, żeby przygotować wegańskie english breakfast. Kupiłam te wszystkie śmieszne rzeczy jak marynowane pieczarki, koktajlowe pomidorki, fasolkę, tofu i parówki. A potem stwierdziłam, że mój zad rośnie w zastraszającym tempie, a tłuszcz czyha za winklem i tylko czeka na angielskie śniadanie, żeby zaatakować i się rozgościć w okolicach brzucha. 
Wstałam więc dziś rano, jeszcze z pustym żołądkiem zafundowałam sobie intensywną sesję jogi, a potem postanowiłam spalać bebzol treningiem pani Chodakowskiej. Moja kondycja nie istnieje. Kiedy pani prowadząca, sapiąc i świszcząc, zapytała mniej więcej: "czujesz udo? czujesz ten ból?", stwierdziłam, że "oj, k... czuję, sp..., k..., ja p...!" i padłam na wznak. Niby że musiałam dodatkowo poćwiczyć śavasanę.
Prawda jest taka, że ja się zwyczajnie nie nadaję do wykonywania jakichkolwiek ćwiczeń fizycznych, które polegają na czymś więcej niż rozciąganie mięśni pośladków i łydek. A raczej tego czegoś, co powinno być mięśniami - coraz częściej dochodzę do wniosku, że ja ich po prostu nie posiadam, bo zanikły po latach pierdzenia w stołek, oglądania w Internecie wysportowanych ludzi i biernego zazdroszczenia im, że oj, jakie oni mają piękne ciała, a ja nie.
Umiem schudnąć dietą. W tym względzie osiągnęłam wiele. Ponieważ nie chcę znów doprowadzić do sytuacji, w której będzie mnie łatwiej przeskoczyć niż obejść, postanowiłam ograniczyć spożywane na co dzień kalorie (i codziennie próbować ćwiczyć mięśnie, choćbym miała wzbogacić mój słownik o sześćset nowych słów, które wypadałoby wykropkować). Wynikiem tego postanowienia było spożycie takiego śniadania:



Składniki na 4 porcje:
1 świeży ananas
10-15 listków świeżej mięty
duża szczypta chilli
szczypta soli
sok z 1/2 limonki lub cytryny

Obranego ananasa pokrój na cienkie plasterki, umieść w misce, dodaj posiekaną miętę, przyprawy i sok z limonki lub cytryny. Wszystko dokładnie wymieszaj, zawiń wszystko w folię i umieść w lodówce na około godzinę. Po tym czasie ananas będzie gotowy.

środa, 17 lipca 2013

Falafel burger

"W takim burgerze można się zakochać"
Ech, racja.
Falafel burger, jak nazwa wskazuje, składa się z falafeli, warzyw w postaci pomidora, ogórka i sałaty, wegańskiego sosu czosnkowego oraz pełnoziarnistej bułki burgerowej. Jest to połączenie idealne, na swój sposób wzruszające.
Przepis na falafele poznałam na warsztatach z Jadłonomią. Trochę go tylko zmodyfikowałam :)



Składniki na około 18 kotletów:
400g suchej ciecierzycy
2 cebule
4 ząbki czosnku
1 duży pęczek pietruszki
2 łyżeczki kminu rzymskiego
1/2 łyżeczki cynamonu
1/2 łyżeczki kardamonu
1 łyżeczka soli
olej do smażenia

Ciecierzycę umieść w garnku, zalej dużą ilością wody i zostaw na noc. Rano ją odcedź i zmiel w maszynce do maku razem z pozostałymi składnikami. Wszystko dobrze wymieszaj. Z gotowej masy uformuj zwarte kotlety i smaż je na patelni aż nabiorą złoto-brązowego koloru.

Pełnoziarniste bułki burgerowe

Dopełnieniem dobrego wegeburgera jest idealna bułka.
Bułka burgerowa powinna być miękka i delikatna, żeby dało się ją łatwo ugryźć. Nie może się kruszyć, ani być zbyt sflaczała, bo nie utrzyma w sobie zawartości kanapki.
Przepis na bułki burgerowe poznałam podczas warsztatów z Jadłonomią (czekam na następne! :D), które odbyły się jakiś czas temu na Zakrzowskiej we Wrocławiu. Zmieniłam w nich to i owo, żeby nie jeść białej mąki i wyszły mi takie oto buły:




Składniki na 10-12 sztuk:
1 łyżka mielonego siemienia lnianego + 3 łyżki ciepłej wody
2 1/2 szklanki mąki pełnoziarnistej
1 szklanka ciepłej wody
20g drożdży
3 łyżki oleju
1 łyżka cukru trzcinowego
1 łyżeczka soli
sezam

W szklance wymieszaj siemię z trzema łyżkami wody i zostaw aż napęcznieje. W misce umieść mąkę, rozpuszczone w szklance wody drożdże, olej, cukier, sól i glut z siemienia. Wszystkie składniki zmiksuj mikserem ręcznym na bardzo gładką i elastyczną masę. Przykryj miskę czystą ściereczką i zostaw w ciepłym miejscu na około 60 minut. Kiedy ciasto wyrośnie, podziel je na 10-12 części, uformuj kulki, obtocz je w sezamie i ułóż na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Zostaw je w ciepłym miejscu na kolejne 30 minut. Po tym czasie wstaw bułki do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 12-14 minut.

środa, 10 lipca 2013

Rumunia

Polacy mają irytującą tendencję do wymyślania, rozpowszechniania, karmienia i utrzymywania stereotypów. Uwielbiają leczyć swoje kompleksy, wymyślając żarty na temat ludzi, którzy choć trochę się od nich różnią - czy to kolorem skóry, czy płcią osoby, którą kochają, bogiem, którego uważają za tego jedynego, czy dietą, jaką stosują. W oczach Polaków każdy Amerykanin jest grubasem, Holender - ćpunem i pedałem (combo!), Rosjanin - pijakiem, Cygan - złodziejem, muzułmanin - terrorystą, gej - pedofilem, a Rumun - brudasem i żebrakiem. 
Przyznaję, że w przypadku Rumunii nieco uległam tym opiniom i przed dotarciem tam trochę się bałam, że bieda, żebractwo i złodziejstwo mnie otoczą ze wszech stron i że nie wrócę do domu w takim samym stanie, w jakim wyjechałam.
W pewnym sensie się miło rozczarowałam (co uwielbiam!). Z drugiej strony rzeczywiście wróciłam stamtąd trochę odmieniona. :)


Costy - opiekun naszego zespołu, przewodnik, tragarz, towarzysz,
pomoc w załatwianiu wegańskich posiłków i wszystkiego, czego ktokolwiek z nas kiedykolwiek potrzebował.
Przyjacielski, uczciwy, pomocny, gotowy do poświęceń, a jest rumuńskim Cyganem.
Costy <3.

Podróż w tamtą stronę trwała 35 godzin. Nie wiem dlaczego. Nie chcę wiedzieć. W podobnym czasie doleciałam do Iraku przez Dubaj... W każdym razie jazda autobusem przez tyle godzin była męcząca i trudna do zniesienia. Za to kiedy dotarłam do Forest Ecvestru Park w Sucevity (czyt. Soczewicy - tak! :D), natychmiast zapomniałam o wszelkich trudach i znojach. Czterogwiazdkowy ośrodek, w którym zamieszkałam, położony jest w górach, na wsi, wśród natury i przestrzeni, której brakowało mi od dłuższego czasu. Nagle poczułam, że mam czym oddychać i że włączył mi się tryb "odpoczynek", a zmęczenie całym rokiem pracy zaczęło błyskawicznie odpływać.
Kiedy większość zespołu (znów wyjaśnienie - do Rumunii pojechałam jako członek kapeli Zespołu Pieśni i Tańca Ziemi Bolesławieckiej) postanowiła odpocząć w ośrodku, ja wybrałam się na kilkukilometrowy spacer po okolicznych wioskach. Byłam zachwycona tym, co tam zobaczyłam, poczułam i usłyszałam. Na rumuńskiej wsi widać, że bogato nie jest, ale mimo to jej mieszkańcy robią wszystko, żeby tego nie pokazywać. Drewniane domki są zadbane, kolorowe, wokół jest czysto i przyjemnie. Ludzie jeżdżą starymi bryczkami, które często są pięknie ozdobione, pozdrawiają się, są życzliwi i nieco ciekawscy. Widziałam też zaprzęg konny, wiozący sporą cygańską rodzinę, która śpiewała głośno i pewnie by tańczyła, gdyby na wozie było więcej miejsca. Wszędzie słychać było śpiew ptaków, cykanie świerszczy, szum drzew. Jak ja tego potrzebowałam!
Popołudniu czekała nas parada i pierwszy koncert. Ubrani w ludowe stroje pojechaliśmy jednak na obiad, z którego nie skorzystałam, bo składał się z mięsa i utytłanych mięsem warzyw. Kiedy spróbowałam dogadać się po angielsku z kelnerką i wyjaśnić, że jestem weganką i potrzebuję, żeby mi dała tylko warzywa, ta spojrzała na mnie krzywo i poprosiła, żebym zaczęła mówić po angielsku. Wiedząc, że się z nią nie dogadam, wróciłam do stołu, wyciągnęłam z torby swój paprykarz warzywny i zaczęłam obmyślać plan działania na najbliższy tydzień, żeby nie paść z głodu. 





Między paradą a koncertem opiekun naszej grupy zaprowadził nas do marketu, gdzie miałam możliwość zrobić zapasy. Zapytałam Costy'ego o dobre rumuńskie wina (były bardzo dobre :D i tanie :D i dużo :D) i, kierując się zasadą "o czym by tu jeszcze z nim pogadać, żeby nie wyjść na gburkę i buckę", powiedziałam mu, że zawsze w podróży mam problem z jedzeniem, bo jestem weganką, nie jem tego, tamtego i owego. Costy zrobił wielkie, przerażone oczy, zapytał, czy w takim razie jadłam cokolwiek, po czym zadzwonił do dyrektora festiwalu i załatwił mi wegańskie posiłki. Kilka razy dziennie pytał mnie, czy nie jestem głodna i czy jedzenie, które dostaję, jest w porządku. Głodna więc nie chodziłam, choć na grzyby już patrzeć nie mogę, bo przecież jedynym możliwym zastępnikiem mięsa są pieczarki i inne kapelusze na nogach ;) W każdym razie byłam niezwykle wzruszona troską, jaką zostałam otoczona i wdzięczna za nią niezmiernie.
Podczas pobytu na rumuńskiej Bukowinie zwiedziłam Muzeum Etnograficzne w Radauti, w którym dowiedziałam się sporo nowych rzeczy o dawnych, ludowych strojach, zwyczajach, życiu wsi, wyrobie soku z dyni i oleju z dyni, przędzeniu lnu, wyrobie lnianego materiału i naczyń ceramicznych. Byłam też w Marginei (położonej zaraz obok Sucevity), która słynie z czarnej ceramiki. Można było tam zobaczyć, jak się wyrabia kubki, wazoniki oraz inne naczynia i je kupić. Uczestniczyłam w integracyjnym party na którym nauczyłam się podstawowych kroków rumuńskich tańców, co nawet dla mnie - kawałka drewna z drewnianymi nogami, nie było trudne. Z autobusu oglądałam piękny, zielony kraj, który mnie zachwycił i którego jestem coraz bardziej ciekawa.




Kiedy jeździ się na festiwale z zespołami pieśni i tańca, jest niestety bardzo mało czasu na zwiedzanie, bo większość pobytu zajmują koncerty, próby, przygotowania do koncertów, dojazdy na koncerty, czekanie na koncerty i spotkania towarzyskie przed, w trakcie i po koncertach. Zwłaszcza, jeśli jest się w jakimś miejscu tylko przez kilka dni, czasu brakuje na wszystko. Na szczęście poznałam w Rumunii wiele zabawnych, roześmianych i szalonych ludzi, z którymi spędziłam cudowny tydzień. Poznałam Costy'ego, dzięki któremu śmiałam się bez przerwy, który z nami śpiewał, tańczył, mieszkał, jadł, pił (i przegrał :D), który pokazał mi skraweczek rumuńskiej kultury, zachęcając mnie do tego, żeby kiedyś (za rok?) wybrać się do jego kraju na dłuższą wyprawę. 
Było ekstra!

poniedziałek, 1 lipca 2013

Babeczki jagodowe

Lipiec zaczął się wizytą na targu, gdzie kobiałki wypełnione są jagodami, porzeczką i agrestem. Ten ostatni wprawdzie strasznie kwaśny, ale i tak pożarłam całą miseczkę. 
Z jagód zrobiłam pyszną nadzienio-polewę do babeczek. :)



Składniki na 12 babeczek:
1 szklanka mleka sojowego
1 łyżeczka octu jabłkowego (ocet winny też zadziałał)
1/3 szklanki oleju
1/2 szklanki cukru trzcinowego
2 łyżeczki cukru waniliowego (lub 2 łyżeczki ekstraktu waniliowego)
1 1/4 szklanki mąki pełnoziarnistej
2 łyżki mąki kukurydzianej
3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody
1/4 łyżeczki soli jodowanej

Do miski wlej mleko oraz ocet i zmiksuj je robotem ręcznym aż powstaną bąbelki. Dodaj olej, cukier trzcinowy i waniliowy (lub ekstrakt) i ponownie zmiksuj. Pozostałe składniki przesiej i połącz wszystko aż powstanie gładka masa. Wypełnij nią papierowe foremki do muffinek (maksymalnie 2/3 ich wysokości) i wstaw do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 20-22 minuty. 

Składniki nadzienio-polewy jagodowej:
3/4 szklanki mleka sojowego
3/4 szklanki świeżych jagód
3 łyżki mąki z tapioki lub ziemniaczanej
2 łyżki cukru trzcinowego
1 łyżeczka cukru waniliowego lub ekstraktu waniliowego
1/4 kostki wegańskiej margaryny

Wszystkie składniki polewy (oprócz margaryny) zmiksuj blenderem. Na bardzo małym ogniu, ciągle mieszając, gotuj budyń aż zgęstnieje, po czym zostaw go do wystygnięcia. Wtedy robotem ręcznym wmiksuj w niego margarynę. 

W wystygłych muffinkach zrób palcem dziury. Za pomocą tutki wypełnij je nadzieniem. Na czubek każdej babeczki wylej trochę polewy i pozwól jej się równomiernie rozlać.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...