czwartek, 30 maja 2013

Placki z jabłkami i świeżą bazylią

Stałam się wczoraj szczęśliwą posiadaczką książki "Atelier smaku" Joli Słomy i Mirka Trymbulaka. Oglądam w niej zdjęcia apetycznie wyglądających potraw, a mój żołądek zaczyna domagać się tych pyszności. Znalazłam prosty, szybki i pysznie brzmiący przepis, pozmieniałam niemal wszystko i zrobiłam po swojemu (nadal jest prosto, szybko i pysznie, tylko inaczej :D). 
Spróbujcie! :)




Składniki na 12 sztuk:
1 1/2 szklanki mąki pełnoziarnistej
szczypta soli jodowanej
2 łyżki syropu z agawy
1 szklanka wody
2 jabłka
kilka listków świeżej bazylii

W misce wymieszaj mąkę i sól. Dodaj syrop z agawy i wodę. Zmiksuj. Jabłka (razem ze skórką) pokrój w kostkę i wmieszaj w ciasto. Smaż placki na rozgrzanej, suchej patelni z obu stron na złoty kolor. W moździerzu utrzyj olej arachidowy z bazylią i skrop nim delikatnie gotowe danie.

piątek, 24 maja 2013

Święty Graal, czyli naleśniki z mojego dzieciństwa

Tata Julian robi najlepsze naleśniki na świecie. Bez dwóch zdań. Kojarzą mi się one z dzieciństwem, dobrem i miłością. Kiedy byłam mała, tata Julian miał w zwyczaju pytać, ile tym razem ma tych placków usmażyć, a odpowiedź zawsze była tylko jedna: "do sufitu!".
Oczywiście legendarne naleśniki nie są wegańskie. Tradycyjnie zawierają jajka, krowie mleko, białą mąkę, biały cukier, sól... Istny koszmar :D Ale dla tych skarbów dałabym się pokroić.
Od dłuższego czasu staram się odtworzyć ich smak i konsystencję, używając jedynie roślinnych składników i, w miarę możliwości, unikając tych, które powszechnie nazywane są niezdrowymi. Wypróbowałam sporo cudzych przepisów, z których powstały pyszne naleśniki, ale cały czas nie były nawet zbliżone do ideału. Stworzyłam kilka własnych wersji, ale to wciąż nie było to. 
W końcu się udało! :)
Okazało się, że rozwiązaniem mojej zagwozdki jest (niestety) biała mąka. Z pełnoziarnistej nie wyszły ani razu, choć kombinowałam z proporcjami ile wlezie. A to były zbyt gumowe, a to się nie przewracały, a to niesmaczne wyszły...
Te poniżej są jak trzeba. Zwłaszcza że są nadziane jabłkami.




Składniki:
4 szklanki mleka sojowego
1 łyżka cukru trzcinowego
2 szklanki białej mąki
2 czubate łyżki mąki kukurydzianej
1/2 łyżeczki soli
2 łyżki oleju

Wszystkie składniki zmiksuj robotem ręcznym (nie wiem jak to się dzieje, ale w kielichowym blenderze nie wychodzą) i wstaw na 30 minut do lodówki. Smaż naleśniki na dobrze rozgrzanej, bardzo delikatnie nasmarowanej tłuszczem patelni. 

czwartek, 23 maja 2013

Sałatka z młodych ziemniaków i zieleniny

Podstawą tej sałatki są ugotowane na parze młode ziemniaki i posiekany szczypior. Do tego wrzuca się wszelkie zielone liście - tutaj jest spora dowolność. Do tej wersji ze zdjęcia użyłam zielonej części botwinki, koperku i szczawiu. Nadaje się również natka pietruszki, szpinak, liście selera, natka marchewki, lubczyk, zioła... Cokolwiek, co jest zielone. :)
Do dressingu, zamiast tradycyjnej łyżki oliwy, warto użyć tahini, bo ma dużo więcej wartości odżywczych.


Składniki na 2 porcje:
5-6 młodych ziemniaków
5 łyżek posiekanego szczypiorku
5 łyżek poszatkowanej zieleniny (dodałam dużo więcej)
1 łyżka tahini
sok z 1 dużej cytryny

Ziemniaki pokrój w kostkę i ugotuj na parze, a następnie zostaw do ostygnięcia. Dodaj szczypiorek i zieleninę, zalej sosem zrobionym z tahini i soku cytrynowego i wymieszaj.

piątek, 10 maja 2013

Pikantny bób z marynowanym tofu

Do przyrządzenia tej potrawy użyłam bobu, który przywiozłam sobie z Iraku. Szczerze mówiąc myślałam, że będzie on czymś bardziej niesamowitym niż po prostu bobem w puszce. Jestem nieco rozczarowana, bo ani nie był jakoś specjalnie przyprawiony, ani zakonserwowany w nietypowy sposób. Smaczny, ale spodziewałam się czegoś wyjątkowego.
Śmiało można go zastąpić polskim bobem ugotowanym w osolonej wodzie lub jakąkolwiek fasolką. Marynowane tofu można za to zamienić na wędzone, co zmieni smak i aromat potrawy, a pyszne będzie nadal.

Składniki na 2-3 porcje:
1 łyżka oleju sezamowego 
1 czerwona cebula
3 ząbki czosnku
1 kostka (160g) tofu marynowanego
1 papryka
1 szklanka ugotowanego bobu
szklanka wody
spora szczypta soli
spora szczypta chilli
sok z 1 cytryny
sezam

Na patelni rozgrzej olej i podsmaż na nim pokrojoną w paski cebulę i całe ząbki czosnku. Po 2-3 minutach dodaj pokrojone w kostkę tofu i smaż aż się lekko zarumieni. Wtedy dorzuć pokrojoną w paski paprykę i bób, zalej wszystko wodą, posól, posyp chilli i duś przez 10 minut, od czasu do czasu mieszając. Kiedy papryka będzie miękka, wyłącz gaz i skrop potrawę sokiem z cytryny. Danie podawaj z ryżem, posypane sezamem.

środa, 8 maja 2013

Tort

Uczę się włoskiego od kilku dni, bo to język muzyczny, bo potrzebny mi on na co dzień, piękny jest jak wschód słońca nad Adriatykiem i seksowny na maksa. Po kilku dniach umiem już składać całkiem długie i sensowne zdania, bo mój elektroniczny nauczyciel jest optymistą i we mnie wierzy, wymaga tłumaczenia zdań niemożliwych, które staram się umożliwiać metodą "zielonego sLonia". 
Wczoraj jeszcze nie umiałam, a dzisiaj już umiem powiedzieć, że per il compleanno di mia mamma preparo una buona torta, anche perche ho voglia di mangiare una torta, anch'io. 
Moje wypowiedzi bywają zabawne, bo równolegle uczę się hiszpańskiego. Te dwa cudowne języki bardzo mi się mieszają, więc ostatecznie gadam po włosko-hiszpańsko-angielsko-polsku. Jest wiele radości.
Tort rzeczywiście jest dobry i rzeczywiście upiekłam go na mamine urodziny. W dodatku jest to mój pierwszy w życiu tort. Dumnam i bladam.

Składniki ciasta (na tortownicę o średnicy 26cm):
2/3 szklanki oleju
2/3 szklanki cukru trzcinowego
1 1/2 szklanki mleka sojowego
1 szklanka świeżo wyciśniętego soku pomarańczowego
2 łyżeczki cukru waniliowego lub ekstraktu waniliowego
2 2/3 szklanki mąki pełnoziarnistej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody
1/2 łyżeczki soli
1 łyżka świeżo startej skórki pomarańczowej

Składniki kremu:
2 puszki mleka kokosowego
2 łyżki jasnego cukru trzcinowego
sok z 1 limonki

sok z 1 cytryny
2 fixy do śmietany


Olej, cukier trzcinowy, mleko sojowe, sok pomarańczowy i cukier waniliowy lub ekstrakt waniliowy umieść w misce i zmiksuj robotem ręcznym. Dodaj przesianą mąkę pełnoziarnistą, proszek do pieczenia, sodę, sól i skórkę pomarańczową, ponownie zmiksuj i wylej do blaszki wyłożonej papierem do pieczenia. Piecz w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez około 50 minut (pod koniec pieczenia sprawdź patyczkiem stan skupienia ciasta). Upieczone ciasto wyjmij z blaszki i umieść na kratce (tak, żeby nie miało styczności z blatem kuchennym - w przeciwnym wypadku się zaparzy) i poczekaj aż dobrze wystygnie. Wtedy odwróć je do góry nogami i umieść na ładnym talerzu. Ostrożnie rozetnij ciasto na dwie warstwy.
W misce umieść gęstą część mleka kokosowego i cukier. Ubijaj mikserem aż powstanie gładka masa, wtedy dodaj sok z limonki i cytryny oraz fix do śmietany. Po około 2-3 minutach ubijania przełóż tort częścią (ok. 1/3) kremu, a pozostałą wypaciaj wierzch i boki ciasta. 

czwartek, 2 maja 2013

Gulasz z botwinki

Odwiedziłam dziś warzywniak pana Rysia i nakupiłam świeżych zielsk. Pęczek natki pietruszki wypiłam już w koktajlu, szczypiorek i sałata czekają na kolację, a liście rzodkiewki wykorzystam jutro i zrobię z nich śniadanie.
Z botwinki ugotowałam gulasz, który miał być zupą, ale w trakcie krojenia zmieniłam zdanie. :)

Składniki na 2 porcje:
1 cebula
pęczek botwinki
3 ziemniaki
1 szklanka wody
1/3 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki pieprzu
1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
1 łyżeczka ziół prowansalskich
sok z 1/2 cytryny
słonecznik do posypania

Cebulę, botwinkę i ziemniaki pokrój, umieść w garnku, zalej wodą, dodaj sól, pieprz, gałkę i zioła, przykryj pokrywką i gotuj na małym ogniu przez 20-25 minut. Kiedy ziemniaki będą miękkie, wyłącz gaz, wlej sok z cytryny i wymieszaj. Gotowy gulasz podawaj ze słonecznikiem.

Głodówka z VM - Dzień 2

Nowy dzień i nowa energia, choć poranna joga nie do końca mi wyszła. Musiałam skończyć ćwiczenia zbyt wcześnie, bo katar nie pozwalał mi swobodnie oddychać, a jeśli nie mogłam oddychać, to i asan utrzymać się nie udało. 
W planie mam dziś spacer na targ po zielska, kilka godzin akordeonowania, czytanie mądrych książek i drugie podejście do jogi. 
Tymczasem mój jadłospis głodówkowy rozpoczął się od michy owoców. Pozostałe posiłki będą się tu pojawiać w miarę ich spożywania.

Jadłospis układam według książki "Głodówka zasadotwórcza" Simone Wacker. Przed przystąpieniem do głodówki warto tę książkę przeczytać, skonsultować się z lekarzem i swoim zdrowym rozsądkiem. Nie jestem ani lekarzem, ani dietetykiem, zatem to, co tu piszę, ma charakter informacyjny i nie biorę odpowiedzialności za ewentualne skutki uboczne stosowania głodówki przez moich czytelników.


Śniadanie I:


1 jabłko
1 banan
1 pomarańcza



Śniadanie II:


Zielony koktajl z:
pęczka natki pietruszki 
jednego niedużego ogórka 
połowy cytryny 
jednego banana



Obiad:


1 porcja gulaszu z botwinki 


Podwieczorek:


1 jabłko
1 pomarańcza


Kolacja:


1 kanapka z chleba pełnoziarnistego z pastą z grochu, pomidorem i ogórkiem (mama za dobry chleb upiekła, cholera).



Żeby odzwierciedlić moje samopoczucie podczas drugiego dnia głodówki, zaprezentuję Wam fragment dialogu o tym traktującego.

<ja> Mam drugi dzień głodóweczki i jest śmisznie.
<on> Czemu śmisznie?
<ja> Bo brzuszek pełny, a jednak pusty. I chce mi się kicać.
<on> Kicać? :D
<ja> Jak zajączek. :D
<on> Oj. To faktycznie śmisznie. :D

środa, 1 maja 2013

Głodówka z VM - Dzień 1

Na przekór majówkowym tradycjom, zamiast obżerać się na grillach, przechodzę znów na kilkudniową dietę zasadową. W poprzednich dwóch edycjach akcji głodówkowej pokrótce przytoczyłam zasady, jakimi rządzi się takie oczyszczanie organizmu. Tym razem również będę opowiadać o tym, co jem w ciągu dnia i co pomaga mi przetrwać czas między posiłkami.Notka będzie uzupełniana w miarę spożywanych posiłków.

Jadłospis układam według książki "Głodówka zasadotwórcza" Simone Wacker. Przed przystąpieniem do głodówki warto tę książkę przeczytać, skonsultować się z lekarzem i swoim zdrowym rozsądkiem. Nie jestem ani lekarzem, ani dietetykiem, zatem to, co tu piszę, ma charakter informacyjny i nie biorę odpowiedzialności za ewentualne skutki uboczne stosowania głodówki przez moich czytelników.

Bardzo mało dziś spałam, bo ćwierć nocy przegadałam, a następną ćwierć przeplanowałam. Ustaliłam sobie na dziś dość szczegółowy grafik, żeby nie zmarnować ani chwili z wolnego dnia. A że zajęć wymyśliłam sobie sporo, to i wstać musiałam przed siódmą, po jakichś... prawie trzech godzinach snu. Kiedy zadzwonił budzik, bardzo, ale to bardzo potrzebowałam go zignorować. Zwlokłam się jednak z łóżka, żeby przez godzinę ćwiczyć jogę. Joga jest cudem. Dzięki niej mam mnóstwo energii, a senność odeszła (póki co) w niepamięć.


Śniadanie I:


1 szklanka świeżo wyciśniętego soku pomarańczowego

Trufle migdałowe z rodzynkami:
20g (garść) migdałów
3g (1 łyżeczka) słonecznika
20g (garść) rodzynek 
maleńka szczypta cynamonu
maleńka szczypta imbiru
maleńka szczypta soli

W młynku do kawy zmiel wszystkie suche składniki, dodaj rodzynki, zmiksuj ponownie, sprawdź, czy mieszanka się dobrze klei. Jeśli nie, dolej odrobinę wody i ulep kulki.


Śniadanie II:


1 jabłko

Muszę zmienić nieco mój plan dnia, pozamieniać punkty programu, bo po niecałych trzech godzinach snu, godzinnej sesji jogi i 1,5 godziny ostrego rzężenia na akordeonie, odczuwam wypranie mózgu i brak energii. Idę spać zatem. Zobaczymy się na obiedzie ^^


Obiad:

Talerz zupy pomidorowej z ziemniakami

Podwieczorek:

1 jabłko

Kolacja:

Trochę nieprzepisowa kanapka z pełnoziarnistego chleba z pastą z grochu, pomidorem i ogórkiem. Niedozwolona (zwłaszcza groch), ale mama upiekła chleb i tę pastę pyszną ukręciła, więc musiałam spróbować. :)

Jestem zadowolona z wypełnienia dzisiejszego planu. Jedynie spacer mi nie wyszedł, bo postanowiłam się jednak wyspać. 
Zjadłam około 900 pysznych kalorii, sporo z tego spaliłam dzięki jodze i rzępoleniu na akordeonie. 
Jest dobrze :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...