piątek, 1 marca 2013

Głodówka z VM - Dzień 1

Akcja głodówkowa powraca po dwóch miesiącach, bo ostatnio podtrułam swoje ciało złymi rzeczami. Ciąg towarzyskich spotkań i panieńskich wieczorów nie sprzyjał podejmowaniu mądrych decyzji żywieniowych (a zwłaszcza pijackich). Czuję brak równowagi w organizmie, więc muszę go przez chwilę wyciszyć.
Podstawowe zasady głodówki zasadotwórczej podałam podczas pierwszej akcji. Tym razem ograniczę się zatem do przedstawienia mojego dziennego jadłospisu i komentarza o postępach i samopoczuciu na koniec dnia.
Notka będzie uzupełniana w miarę spożywania posiłków.

Jadłospis układam według książki "Głodówka zasadotwórcza" Simone Wacker. Przed przystąpieniem do głodówki warto tę książkę przeczytać, skonsultować się z lekarzem i swoim zdrowym rozsądkiem. Nie jestem ani lekarzem, ani dietetykiem, zatem to, co tu piszę, ma charakter informacyjny i nie biorę odpowiedzialności za ewentualne skutki uboczne stosowania głodówki przez moich czytelników.



Śniadanie I:

1 porcja zielonego muesli zasadotwórczego z kiwi
1 filiżanka herbaty ziołowej (naparu z fiołka trójbarwnego, perzu, łopianu, skrzypu i pokrzywy)





Śniadanie II:

1 pomarańcza



Obiad:

1 czerwona cebula i 2 ziemniaki pokrojone w ósemki, obsypane ziołami i upieczone w piekarniku. Pachniały nieziemsko, brakowało mi w nich soli i korciło mnie, żeby je nią doprawić. Uwielbiam pieczoną cebulę!





Podwieczorek:

1 szklanka świeżo wyciśniętego soku z jabłek i marchwi


Kolacja:

1 talerz zupy brokułowej


Mój dzień zaczął się około 7:00, a ja nadal funkcjonuję na pełnych obrotach. Pracowałam dziś przez cały dzień, niedawno wróciłam do domu. Chwilę po 18:00 zjadłam ostatni posiłek, a przede mną jeszcze dalsza część pracy. Pewnie do nocy. Weekend, mawiają. Tak, tak.
Będąc w robocie byłam na tyle zaangażowana, żeby nie czuć głodu. Dopiero teraz jest mały dramat, ale mam nadzieję przetrwać go za pomocą wody. Małe oszustwo dla dobra sprawy. :)
Oby do jutra!

3 komentarze:

  1. hmhmhmhmmhmhmh, powstrzymuję się od zakupu sezamu bo tutaj w Hiszpanii jest drogi, ale chyba w końcu ulegnę, bo mnie kusi ze wszystkich stron!
    A z tej Twojej Monkey'owej najmocniej.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja mam pytanko odnośnie pierwszej akcji- czy zrzucone kilogramy zaraz wróciły? Czy wróciły później, czy może (jak cudownie by było!) nie wróciły w ogóle? : )
    Chyba muszę się przestać bać gazowego piekarnia i znów zacząć piec w nim różne pyszności!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wróciły dwa kilogramy, czyli dwóch udało się pozbyć na stałe :)

      Usuń

Ponieważ zmęczył mnie spam wysyłany przez pewnego zautomatyzowanego anonima (100-120 komentarzy dziennie!), włączyłam weryfikację obrazkową. Mam nadzieję, że Was to nie zniechęci do komentowania zawartości mojego bloga! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...