piątek, 8 lutego 2013

Coś Wam opowiem

Niechętnie patrzę na swoje zdjęcia sprzed 2,5-3 lat. Do tej pory nikomu ich nie pokazałam, nawet najbliższym przyjaciołom. Chciałam o nich zapomnieć, tak jak powoli zapominam o balaście i problemach z nim związanych. Jednak wydaje mi się, że nadszedł czas, w którym jestem na tyle silna, żeby nie tylko pokazać siebie, ale też opowiedzieć Wam swoją historię. Ku przestrodze i na dowód, że można dokonać niemożliwego.

We wrześniu 2009 roku zrezygnowałam ze studiów, bo czułam, że jeśli jeszcze przez chwilę zostanę w Łodzi, to albo zwariuję, albo umrę. Myślę, że nikt lub prawie nikt mnie wtedy nie rozumiał, bo przecież został mi "tylko rok", bo przecież "wzięłabym się do roboty i bym dała radę". Otóż nie. Nie dałabym rady. Za nic. Wróciłam więc do domu i zamknęłam się w czterech ścianach. Rzadko wychodziłam, rzadko widywałam się z ludźmi, nie pracowałam. Zapisałam się do szkoły policealnej na kierunek "logistyka", ale wytrzymałam w tej szkole tylko 1,5 godziny i zwiałam. Głównymi zajęciami mojego ówczesnego życia było jedzenie (a właściwie wpychanie w siebie jedzenia) i oglądanie bollywoodzkich filmów. Przestałam się ruszać, przestałam patrzeć w lustro, powoli zamieniałam się w Nikogo.
Doprowadziłam wtedy swoje ciało i umysł na skraj wytrzymałości. Przy wzroście 163cm ważyłam 90kg. Nabawiłam się nadciśnienia tętniczego (a miałam wtedy 23-24 lata!), problemów z oddychaniem, byłam ciągle zmęczona, bo miałam problemy ze snem. Moje stawy przestały sobie radzić z obciążeniem - prawe kolano do dziś chrobocze, w lewym czułam ból. Wszystkie stawy mi strzelały przy najmniejszym ruchu.


Taki stan trwał przez rok. Czułam się źle, choć wiem, że ten rok był mi bardzo potrzebny, bo czasem trzeba sięgnąć dna, żeby w końcu zdać sobie sprawę z problemu.
Wtedy zdarzył się cud. Dostałam szansę od ludzi, od których nie spodziewałam się pomocy. Zaproponowano mi pracę w szkole. Nie miałam wymaganego wykształcenia, więc dostałam też warunek - mogę pracować, jeśli się ruszę, wyjdę z domu i wrócę na studia. Mimo wszystkich wątpliwości, mimo strachu, że znów mi się nie powiedzie, postanowiłam z tej pomocy skorzystać. Przygotowałam się do egzaminu, zdałam na wrocławską uczelnię. Zaczęłam znów spotykać ludzi, wśród których znalazł się ktoś, kto zaczął być dla mnie ważny. Spojrzałam wtedy w lustro i dostrzegłam to, kim się stałam, jak wyglądam i jak bardzo źle się z tym czuję. W swoje 24. urodziny postanowiłam, że muszę schudnąć 10kg, żeby Ten Ktoś nie patrzył na mnie jak na spasionego potwora, żebym ja nie patrzyła na siebie w ten sposób.
Przy pomocy jednego z portali poświęconemu dietom odchudzającym ustaliłam nowe zasady odżywiania. Na początku była to dieta mięsna, ale z dużą dawką błonnika, polegała na bardzo regularnym (z zegarkiem w ręku) spożywaniu posiłków o obniżonej kaloryczności. Efekty były natychmiastowe - w ciągu pierwszych 2 tygodni udało mi się schudnąć 5kg. Od razu poczułam się jak seksbomba ;) Nie uprawiałam żadnego sportu, bo nie umiałam, nie miałam na tyle samozaparcia ani energii na to. Chodziłam codziennie na długie spacery, bo w końcu miałam z kim i dla kogo wychodzić. Na początku grudnia 2010 roku (czyli po nieco ponad miesiącu diety) postanowiłam porzucić mięso. Miałam już wcześniej doświadczenia z wegetarianizmem, więc nie było to dla mnie wielkim wyzwaniem. Nie umiałam w ogóle gotować, ale bardzo się starałam. Nadal jadłam o bardzo stałych porach, ostatni posiłek był zawsze o 18, a chodziłam spać po 2 w nocy. I chudłam. Systematycznie, skutecznie i bez efektu jojo. 
Zaczęłam czuć się coraz lepiej, wymieniłam ubrania, które z rozmiaru 44-46 zeszły do 40-42. Jednak patrzyłam w lustro i nie zgadzało mi się to z cyferkami i wynikami podczas porannego ważenia. Nadal widziałam dawną otyłą mnie. Zrozumiałam wtedy, co czują anorektyczki, choć anoreksja nigdy mi nie groziła i nadal nie grozi. 
W maju 2011 roku ważyłam 72kg, czyli o 18kg mniej niż przed sześcioma miesiącami. Myślałam wtedy, że już dość, bo i tak jest dużo lepiej niż zamierzałam. Zrzuciłam jeszcze dwa kilogramy i waga się zatrzymała. Byłam z siebie dumna, wiedziałam, że efekty są piorunujące, bo ludziom, których spotykałam pierwszy raz po długiej przerwie, opadały szczęki z wrażenia. Było lepiej niż kiedykolwiek. 
Kiedy od dłuższego czasu moja waga i wymiary były stabilne, w moim organizmie zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Z byle powodu zaczęłam mdleć, po kilka razy dziennie, w bardzo różnych, nie zawsze sprzyjających mdleniu, okolicznościach. Ganiałam po lekarzach, zbadałam krew (wyniki były idealne), byłam u neurologa, kardiologa, endokrynologa i u wszystkich innych "logów". Nikt nie był w stanie mi pomóc. Doszło do tego, że zaczęto mnie podejrzewać o epilepsję, więc wykonano mi badanie EEG, które niczego niezwykłego nie wykryło. Do dziś nie wiadomo, dlaczego wtedy mdlałam. 
Trafiłam w końcu do ginekologa, bo każdy (KAŻDY!) lekarz podejrzewał, że jestem w ciąży. Oczywiście nie byłam, ale w końcu wyszedł jakiś niepokojący wynik - cytologia na III. Lekarz powiedział, żeby się tym nie martwić, absolutnie, że poczekamy jeszcze trochę i powtórzymy badanie, ale nie martwimy się tym, o nie. Więc się nie martwiłam. Nie leczyłam, zapomniałam.
W lipcu 2011 roku pojechałam na koncert Sistars na Opener. Natalia Przybysz i jej brzuch (o czym tu już nie raz, nie dwa pisałam) spowodowali, że z dnia na dzień stałam się weganką. Myślałam o tygodniu, góra o dwóch, bo przecież moja dieta składała się głównie z sera i jogurtu. Po miesiącu stwierdziłam, że jakoś tych serów i jogurtów mi nie brakuje. Stopniowo uczyłam się korzystać z dobrodziejstw owoców i warzyw. Znalazłam stałe źródło tofu i strączków. Pod koniec sierpnia ruszył ten blog. I działa nadal.



Dziś ważę 61kg. Pozbyłam się 29. Noszę ubrania w rozmiarze 36. Mam mnóstwo energii, mniej problemów z cerą, ciśnienie w okolicach 110/75, idealne wyniki badań krwi i moczu. Przestałam mdleć, nie miewam bólów głowy. Nowe wyniki cytologii: II (czary-mary). 
A jem nieograniczenie. Ciągle jem. Przez całą dobę jem i się nie ograniczam, bo już nie muszę. Nie zanotowałam efektu jojo, czasami zauważam efekt bungee ;) Cieszę się z tego jak wyglądam i kim teraz jestem. Mam czyste sumienie i czysty organizm.
W międzyczasie zrobiłam licencjat, teraz jestem na studiach magisterskich. Dostałam pracę w drugiej szkole, w obu mam osiągnięcia. Dzięki temu, że zostałam zmobilizowana i ruszyłam w końcu do przodu, grałam sympatyczny job w Holandii, za miesiąc lecę na podobny do Iraku, a w maju - do Gruzji. 
Dostałam od Losu szansę i z niej korzystam. Ludziom, którzy mi w tym pomogli, bardzo dziękuję!

21 komentarzy:

  1. Wciągająca ta Twoja historia. Tylko pogratulować tyle samozaparcia. Weganizm jak widać służy :) Trzymaj tak dalej

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluje odwagi i dzięki, że podzieliłaś się taką historią. Ja miałam też problem z nadwagą, po przejściu na weganizm schudłam 10 kg i mam rozmiar 38 :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jaka różnica! Od razu widać radość i szczęście na tych zdjęciach niżej :)
    Ja już od jakiegoś czasu zastanawiałam się czy będąc na weganizmie można przytyć? Bo ja niestety należę do tych osób co nic a nic nie tyją :( I mimo, że dla niektórych wydaje się to nie być problemem to chciałabym przytyć parę kilo i wyglądać "normalnie".
    Gratuluję samozaparcia!

    OdpowiedzUsuń
  4. ale ci się twarz zmieniła :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Brawo! Tyle zmian na lepsze. Z tymi omdleniami coś jest na rzeczy, ja co prawda nigdy nie straciłam przytomności ale co jakiś tam czas od wielu lat notuję u siebie pewnego rodzaju chwilowe zasłabnięcia czy zawroty (w sprzyjających temu sytuacjach). Latem byłam na weganizmie i to wszystko ustąpiło, we wrześniu, w pierwszym czy drugim tygodniu po powrocie do nabiału, dziwnym trafem kopnęło mnie w kolejce w sklepie, automatycznie i potem już znowu co pewien czas. Coś ten tłuszcz zwierzęcy musi jednak blokować w naszych żyłach.
    Pozdrowienia na sobotę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. A wiesz co jest jeszcze ciekawe? Ze zdjęć wynika, że znacznie szerzej się teraz uśmiechasz...

    OdpowiedzUsuń
  7. Pięknie :) Gratuluję dobrego zdrowia i fitnessu :D Ale czy wiesz że Marilyn Monroe miała rozmiar 42? Piękność i zdrowie nie definiuje się rozmiarem S albo co gorzej XS... Za fatalne uważam też podejście typu "schudłam=życie jest lepsze" albo "płaski brzuch=piękna kobieta" (czyli kobiety w ciąży to koszmarne potwory, czy jak?), w końcu Twoje życie najpierw się polepszyło, a dopiero potem zaczęłaś dbać o zdrowie i fitness - a nie odwrotnie.

    @Laktoowo: Mdlenie jest powodowane arteriosklerozą. A ta jest powodowana przede wszystkim nadmiarem tłuszczów zwierzęcych i cholesterolu... Arterioskleroza niestety niszczy i arterie w mózgu, i dlatego mdlenie :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za gratulacje. :)

      Trochę to nie jest tak, że najpierw moje życie się polepszyło, a potem zaczęłam o siebie dbać. Sama propozycja pracy nie spowodowała, że nagle świat stał się cudowny, a ja szczęśliwa i zdrowa. Problemy życia zawodowego, prywatnego i zdrowotnego się zazębiały, dopełniały i zmieniały bardzo stopniowo. To, czy jestem chuda czy gruba, ma ogromne znaczenie zarówno w mojej pracy, jak i życiu osobistym, nie wspominając o tym jak bardzo poprawił się stan mojego zdrowia (przede wszystkim psychicznego, które ma wpływ na funkcjonowanie całego organizmu!). Dlatego śmiało mogę powiedzieć (choć jest to wielkie uproszczenie), że w moim przypadku życie jest lepsze, bo jestem szczupła.

      Z arteriosklerozą również nie wydawałabym jednoznacznych osądów ;) Przyczyn omdleń może być mnóstwo, a moje wyniki różnych badań (w tym krwi, moczu, EEG, EKG i szeregu innych literek) nie wskazują na miażdżycę. :)

      Usuń
    2. Jestem pod wrażeniem. Gratuluję. Wyglądasz fantastycznie. Świetnie gotujesz. Mimo, że jestem już baaardzo dorosła dopiero zaczynam przygodę z weganizmem. Twoja historia jest dla mnie wielką inspiracją. Pozdrawiam. :)

      Usuń
  8. Ale świetna historia! Gratulki i oklaski :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Witaj ! Gratuluje Ci z calego serca tej decyzji i wytrwalosci!!! Napewno jestes inspiracja dla niejednej kobitki:) Popieram Cie w 100 % bo moje zycie wygladalo podobnie...:) Pozdrawiam!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Cieszę się ;)! Chociaż Cię nie znam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Gratuluję! Naprawdę gratuluję! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Woow! Serdeczne gratulacje!!!
    Super, że napisałas o tym, to duża mobilizacja dla wielu,
    a dla Ciebie zapisana bohaterska pamiątka.

    Powodzenia z serca Ci życzę i dalszych sukcesów.

    OdpowiedzUsuń
  13. wspaniala historia, bardzo inspirujaca. GRATULACJE!!!!!!!!! jestes niesamowita osoba. jak widac, naprawde wszystko jest mozliwe... btw, uwielbiam twojego bloga!!! <3 czesto tu zagladam. bardzo dziekuje za wszystkie wspaniale przepisy. oby tak dalej! pozdrawiam serdecznie :)))

    OdpowiedzUsuń
  14. pozostaje pogratulować :)

    OdpowiedzUsuń

Ponieważ zmęczył mnie spam wysyłany przez pewnego zautomatyzowanego anonima (100-120 komentarzy dziennie!), włączyłam weryfikację obrazkową. Mam nadzieję, że Was to nie zniechęci do komentowania zawartości mojego bloga! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...