wtorek, 1 stycznia 2013

Głodówka z VM - dzień 1

Podobno Nowy Rok powiedział, że niesie same wspaniałości. Mam nadzieję, że nie żartował, bo te wspaniałości są mi niezwykle potrzebne.
Zmiana cyferki w kalendarzu powoduje zazwyczaj parcie na postanawianie, planowanie, porządkowanie i zmienianie. Przyznaję: zawsze ulegam tej presji i postanawiam, planuję, porządkuję i zmieniam. Za każdym razem obiecuję sobie, że będę konsekwentna i za każdym razem wychodzi jak zwykle. Tym razem będzie inaczej! :)
Znalazłam niedawno w księgarni książkę "Głodówka zasadotwórcza" pani Sabine Wacker. Bardzo prowegańska, mimo że słowo "weganizm" nie pada tam chyba ani razu. Przeczytałam, przekonałam się, postanowiłam więc od czasu do czasu stosować taką głodówkę. Będę tu spisywać swój jadłospis i spostrzeżenia dotyczące mojego samopoczucia i efektów. Trzymajcie kciuki! :)

Jadłospis układam według książki "Głodówka zasadotwórcza" Simone Wacker. Przed przystąpieniem do głodówki warto tę książkę przeczytać, skonsultować się z lekarzem i swoim zdrowym rozsądkiem. Nie jestem ani lekarzem, ani dietetykiem, zatem to, co tu piszę, ma charakter informacyjny i nie biorę odpowiedzialności za ewentualne skutki uboczne stosowania głodówki przez moich czytelników.

Głodówka zasadotwórcza jest to dieta odtruwająca i odciążająca organizm. Polega na okresowym wyeliminowaniu z jadłospisu produktów kwasotwórczych i spożywaniu jedynie tych o działaniu zasadowym. Ponieważ jest to dieta łagodna, można ją stosować w codziennym życiu. Przeznaczona jest dla każdego jako profilaktyka chorób serca, cukrzycy, osteoporozy i nowotworów. Wspomaga ona leczenie otyłości, nadciśnienia tętniczego, depresji, infekcji, grzybicy, PMS, migreny i trądziku. 
Dieta zasadotwórcza jest dietą wegańską, ponieważ produkty odzwierzęce zakwaszają organizm na potęgę. Z jadłospisu należy dodatkowo wyeliminować kilka innych rzeczy, między innymi alkohol, czarną i zieloną herbatę, herbatki owocowe, kawę, makarony, musztardę i ocet, napoje gazowane (w tym wodę), obłuskane zboża i ryż, produkty pełnoziarniste, soję i przetwory sojowe (w tym tofu), rafinowane i utwardzone tłuszcze, warzywa strączkowe, wszystkie orzechy z wyjątkiem migdałów, produkty zawierające białą mąkę, słodycze, czosnek, herbaty mate i rooibos.

Śniadanie I:

1 jabłko
1 banan
2 łyżki soku z cytryny
1 filiżanka herbaty ziołowej (naparu z fiołka trójbarwnego, perzu, łopianu, skrzypu i pokrzywy)










Śniadanie II:

1 łyżka płatków migdałowych
1 łyżka ziaren słonecznika
1 łyżka sezamu
1 filiżanka herbaty ziołowej (naparu z fiołka trójbarwnego, perzu, łopianu, skrzypu i pokrzywy)











Obiad:

3 upieczone (bez tłuszczu) ziemniaki w ziołach
6 pomidorków koktajlowych
kawałek żółtej papryki
kilkanaście cieniutkich plasterków selera naciowego
szczypta czarnego pieprzu
duża szczypta bazylii

Jak na "głodówkę" jestem dość mocno najedzona. Ciekawa jestem ile od rana zjadłam kalorii. Idę policzyć.



Podwieczorek:

1 łyżka suszonych żurawin
1 filiżanka herbaty ziołowej (naparu z fiołka trójbarwnego, perzu, łopianu, skrzypu i pokrzywy)

Kolacja:

3 upieczone (bez tłuszczu) ziemniaki w ziołach (bo zostały z obiadu)

Między posiłkami nie podjadałam, bo nie czułam specjalnie głodu, piłam jedynie wodę. Zalecenia są takie, żeby woda była źródlana (nie mineralna!) i niegazowana. Z powodu święta nie miałam możliwości kupna takiej, piłam więc przefiltrowaną przegotowaną wodę, co nie jest najlepszą opcją, ale konieczną w zaistniałej sytuacji. Jutro już zrobię to jak należy. 
O 18:00 zjadłam ostatni dziś posiłek. Czuję się najedzona, nie zauważyłam specjalnej zmiany w ilości życiowej energii, choć zjadłam dziś pewnie mniej niż połowę tego, co zjadam na co dzień. Po podliczeniu kaloryczności dzisiejszych posiłków (w sumie około 1000kcal, nie jestem już w stanie wyliczyć bardziej precyzyjnie) spodziewam się spektakularnych efektów obniżających masę mojego ciała, gdyż w czasach intensywnej i skutecznej pracy nad pozbyciem się 28 zbędnych kilogramów jadałam o 300-400kcal więcej niż dziś. 
Następny posiłek zjem dopiero rano, więc dziękuję za uwagę i zapraszam jutro! :)

9 komentarzy:

  1. Brzmi ciekawie i znośnie, tylko ile dni ma trwać taka zasada ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Wacker nie podaje dokładnej liczby dni (bo to zależy od konkretnego "głodującego"), ale najczęściej jest mowa o tygodniowej kuracji. W trakcie głodówki 100% pożywienia ma działać zasadowo, po zakończeniu postu należy zachować równowagę kwasowo-zasadową na poziomie 80:20 (80% pożywienia zasadowego, 20% kwasowego). Jeśli po głodówce delikwent wróci do starych, kwaśnych nawyków, wystąpi kwasowy efekt jojo i cała głodówkowa "męka" pójdzie na marne. :)

      Usuń
    2. Będę podglądać czym napełniasz talerzyk :)

      Usuń
  2. I ile tych kalorii wyszło? Albo wyjdzie do wieczora?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie umiem już precyzyjnie tego wyliczyć, ale wyszło mi około 1000kcal w całym dniu.

      Usuń
  3. Wygląda naprawdę ciekawie i zachęcająco :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bez kawy... hardcore ;)
    A te herbaty ziołowe komponujesz sama czy można takie zestawy kupić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zioła kupuję w sklepie zielarskim i mieszam je sama. Ta mieszanka pozytywnie działa na stan skóry. :) Z kawą nie mam na szczęście problemu, bo nie pijam. Raz na ruski rok zdarza mi się bywać w Starbaksie. Poza Starbaksem kawa może dla mnie nie istnieć :)

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń

Ponieważ zmęczył mnie spam wysyłany przez pewnego zautomatyzowanego anonima (100-120 komentarzy dziennie!), włączyłam weryfikację obrazkową. Mam nadzieję, że Was to nie zniechęci do komentowania zawartości mojego bloga! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...