wtorek, 29 stycznia 2013

Dżem pomarańczowy

Dawno nie robiłam żadnego dżemu, bo większą frajdę sprawia mi jedzenie surowych owoców. Ten pomarańczowy będzie mi potrzebny podczas jutrzejszego wrocławskiego maratonu kulinarnego, którego nie mogę się doczekać. Będzie fajnie i (miejmy nadzieję) smacznie.
Mój dżem jest bardzo delikatnie słodzony, żeby nie zabić pomarańczowego smaku. Myślę, że się udał :)




Składniki na 1 duży słoik:
4 duże pomarańcze
skórka z połowy pomarańczy
1 łyżka soku z cytryny
2 łyżki cukru trzcinowego

Pomarańcze obierz, pozbądź się również zewnętrznej białej skórki, pokrój w grubą kostkę, skórkę (bez białej części) pokrój w drobną kostkę, przełóż do garnka o grubym dnie, zasyp cukrem, polej sokiem z cytryny, wymieszaj i gotuj na maleńkim ogniu przez 60 minut. Gorący dżem przełóż do słoika, dobrze zakręć, postaw słoik do góry dnem i poczekaj aż wystygnie.

Pieczone falafele

Zainspirowana puszkową niedzielą z falafelami zrobiłam własne, trochę po swojemu, unikając smażenia w głębokim oleju. Upieczone są równie dobre, a nie są tłuste. :)

Składniki na 16 sztuk:
1 szklanka suchej ciecierzycy
1 czerwona cebula
4 ząbki czosnku
1 łyżeczka kolendry
1 łyżeczka kminu rzymskiego
1 łyżka mąki pełnoziarnistej
1/2 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki pieprzu

Ciecierzycę zalej wodą i odstaw na noc. Rano ją ugotuj do miękkości (zajmie Ci to około 60 minut). Następnie ją odcedź i wystudź. Wszystkie składniki zmiksuj na gładką masę przypominającą gęstą pastę. Jeśli będzie za sucha, dolej trochę wody. Wstaw mieszankę do lodówki na godzinę, po czym uformuj dłońmi kotlety, ułóż je na blaszce wyłożonej papierem i wstaw do piekarnika na 15-20 minut aż będą lekko brązowe.

niedziela, 27 stycznia 2013

Babeczki imbirowe

Niedziela dniem babeczki. W tym tygodniu padło na imbirowe. Zdjęcie nie oddaje niestety pełni ich uroku, bo już światło nie to, a w trakcie fotografowania padła mi bateria w aparacie, więc nie zdążyłam zrobić lepszego. 
Zdjęcie zdjęciem, a ja muszę przyznać, że w temacie babeczek się rozkręcam i wydaje mi się, że z tygodnia na tydzień są coraz lepsze i coraz ciekawsze (i z tygodnia na tydzień coraz szybciej znikają!).

Składniki na 12 babeczek:
1/3 szklanki oleju
1/3 szklanki melasy trzcinowej
1/3 szklanki syropu klonowego
2/3 szklanki mleka sojowego
1 1/2 łyżeczki startej skórki cytrynowej
3 łyżeczki świeżego startego imbiru
1 szklanka mąki pełnoziarnistej
1 1/2 łyżeczki sody
1 łyżeczka cynamonu
5 goździków
1/4 łyżeczki soli jodowanej

W misce zmiksuj robotem ręcznym olej, melasę, syrop klonowy, mleko sojowe, skórkę cytrynową i imbir. Dodaj przesianą mąkę, sodę, cynamon, utarte w moździerzu goździki i sól, ponownie zmiksuj, gotową masę umieść w papierowych foremkach do muffinek i wstaw do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 19-22 minut.

Jestem Polką. Jestem Romką. Jestem Żydówką. Jestem gejem. Jestem weganką.

Wstałam dziś z jakimś dziwnym moralnym kacem, mimo że to nie ja powinnam go mieć. Od czasu do czasu wdaję się w bezsensowne dyskusje, bo mam potrzebę pełnienia misji, wysyłania ciepła, roznoszenia dobra i głoszenia o potrzebie życia w zgodzie ze światem. 


Piekąc kolejną porcję babeczek zastanawiałam się, dlaczego nadal się nie nauczyłam w porę wycofywać, wyczuwać momenty, w których ewidentnie należy dać sobie spokój, bo wyżej dupy nie podskoczysz. W końcu za kulturalne (jak mi się wydaje) przytaczanie oczywistych, bądź co bądź, argumentów i tak zwykle ląduję w kącie z metką "kłamliwa manipulatorka i agresywna lewaczka" tylko dlatego, że trochę lubię ludzi i chciałabym, żeby im się żyło godnie. Żeby nie musieli się bać mówić o tym, kim są, kogo kochają, do czego się modlą i co jedzą. 


Mam to szczęście, że obracam się głównie wśród osób, których nie muszę się bać, z którymi mogę i umiem otwarcie rozmawiać. Ci pozostali mawiają, że zamykam się na nich, że stawiam mur nie do przebicia, że nie mogą się ze mną porozumieć. Pytanie tylko, czy chcą? Czy tak naprawdę im zależy na kontakcie ze mną? Czy faktycznie zrobili choć pół kroczku, żeby mnie poznać lub przy sobie utrzymać?
Należałoby zadać pytanie, kto tu przed kim stawia mur. Kto kogo nie chce w swoim domu, otoczeniu, kraju? Na czyj temat wymyśla się coraz głupsze i żenujące żarty, komu odbiera się prawo do życia w zgodzie ze sobą, swoją wolą, naturą lub do życia w ogóle?
Mimo że Polką jestem tylko z urodzenia, Romką nie jestem ani trochę, wierzę w Naturę i wyznaję weganizm, a płeć (niestety!) nie pozwala mi być gejem, potrafię się porozumieć z większością. Wystarczy szukać w człowieku człowieka, a nie odmieńca, czarnucha, żyda, pedała i dziwoląga. Wystarczy wykazać się odrobiną empatii i przestać się nawzajem obrażać. 
Przecież to takie łatwe!

sobota, 26 stycznia 2013

Czekoladowe ciasteczka z nadzieniem orzechowym

Idąc za ciosem, kupiłam jeszcze "Vegan cookies invide your cookie jar", co oznacza, że już wkrótce będę jeść, jeść, jeść, pożegnam ubrania w rozmiarze 36 i będę tyć, tyć, tyć i tyć. Moja nieznająca angielskiego mama przejrzała tę książkę, wskazała palcem na obrazki i powiedziała: proszę mi zrobić to, to i to. Pierwszym "to" były czekoladowe ciasteczka z nadzieniem orzechowym, którym (jak zwykle) zmieniłam delikatnie proporcje. To, co się dziś wydarzyło w mojej kuchni, nie mieści się w żadnej głowie, za to w biodrach - owszem. Ciastka położyłam daleko, żeby dozować, bo są rewelacyjne. Smakują jak snikers, tylko są ciastkami. Było przy nich trochę babrania, ale było warto!
Z podanych proporcji wychodzi 16 sztuk.




Składniki ciasta czekoladowego:
1/5 szklanki oleju
1/3 szklanki cukru trzcinowego
1/8 szklanki syropu klonowego
2 łyżki mleka sojowego
1/2 łyżeczki cukru waniliowego lub ekstraktu waniliowego
3/4 szklanki mąki pełnoziarnistej
1 łyżka kakao
1/2 łyżeczki sody
1/4 łyżeczki soli

Składniki nadzienia orzechowego:
1/3 szklanki masła orzechowego
1 płaska łyżka cukru trzcinowego
2 łyżki mleka sojowego
1/2 łyżeczki cukru waniliowego lub ekstraktu waniliowego

W misce umieść olej, cukier trzcinowy, syrop klonowy, mleko sojowe i cukier lub ekstrakt waniliowy i zmiksuj robotem ręcznym. Dodaj przesianą mąkę, kakao, sodę oraz sól i dokładnie połącz. W drugiej misce zmiksuj masło orzechowe z cukrem trzcinowym, mlekiem sojowym i cukrem lub ekstraktem waniliowym. Zarówno ciasto czekoladowe, jak i nadzienie orzechowe podziel na 16 równych części i ukulaj z nich kuleczki. Każdą orzechową kuleczkę otocz porcją rozpłaszczonego w dłoniach ciasta czekoladowego, lekko rozpłaszcz i połóż na blaszce pokrytej papierem. Kiedy uformujesz w ten sposób wszystkie ciastka, piecz je przez 10 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.

środa, 23 stycznia 2013

Zupa z soczewicy z curry

Kiedy jest tak zimno, że ani różowy kocyk, ani termofor, ani nawet rozgrzane do czerwoności kaloryfery nie pomagają, są dwa sposoby na rozgrzanie ciała. Pierwszy z nich to przygotowania do egzaminów z akordeonu i zespołu. Żeby dobrze grać na akordeonie, trzeba nieźle się namachać, co mocno rozpala umysł i ciało. Tak.
Ponieważ nie każdemu jest pisane umuzykalnianie się w zimne dni, polecam rozwiązanie numer dwa, czyli zupę z soczewicy z curry. Już na etapie tarcia przypraw robi się gorąco!

Składniki na 3-4 porcje zupy:
1/2 szklanki czerwonej soczewicy
1/2 szklanki brązowej soczewicy
3 szklanki wody
1 łyżeczka soli
2 ziemniaki
1 łyżeczka kminu rzymskiego
1 łyżeczka kolendry w ziarnach
1 łyżeczka kurkumy
1/4 łyżeczki chilli
2 duże cebule
2 ząbki czosnku

Soczewicę wypłucz, wsyp do garnka, zalej wodą i posól, doprowadź do wrzenia i gotuj bez pokrywki i na średnim ogniu przez 20 minut, od czasu do czasu mieszając. Po 10 minutach dodaj obrane i pokrojone w niedużą kostkę ziemniaki. Kmin, kolendrę, kurkumę i chilli utrzyj w moździerzu, wsyp na suchą i rozgrzaną patelnię, po czym dodaj drobno posiekane cebule i zmiażdżone ząbki czosnku. Podlej kilkoma łyżkami wody i duś aż cebula będzie miękka. Wtedy przełóż ją do soczewicy i wymieszaj. Kiedy ziemniaki będą miękkie, zupa będzie gotowa. Możesz ją delikatnie zabielić odrobiną mleka kokosowego.

niedziela, 20 stycznia 2013

Podstawowe babeczki czekoladowe

W trosce o swoje biodra i tyłek stworzyłam rozsądną zasadę, że babeczki będę piekła tylko w niedziele. Dziś, zgodnie z zapowiedzią, upiekłam czekoladowe, które smakują jak niebo. 



Składniki na 12 babeczek:
1 szklanka mleka sojowego
1 łyżeczka octu jabłkowego
1/4 szklanki oleju
1/2 szklanki cukru trzcinowego
2 łyżeczki cukru waniliowego lub ekstraktu waniliowego
1 szklanka mąki
3/4 łyżeczki sody
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/4 łyżeczki soli jodowanej
1/4 szklanki kakao

Mleko i ocet wlej do miski i zmiksuj je robotem ręcznym aż powstaną bąbelki. Dodaj olej, cukier trzcinowy i waniliowy (lub ekstrakt) i ponownie zmiksuj. Pozostałe składniki przesiej i połącz wszystko aż powstanie gładka masa. Wypełnij nią papierowe foremki do muffinek (maksymalnie 2/3 ich wysokości) i wstaw do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 20-22 minuty.

Składniki na białą piankę na wierzchu:
1 puszka mleka kokosowego
2-4 łyżki soku z cytryny
1 łyżka cukru pudru
opcjonalnie 1 opakowanie śmietan-fixa

Puszkę umieść w lodówce na co najmniej 24 godziny. Po tym czasie gęstą część mleka umieść w misce, dodaj sok z cytryny i cukier puder i zmiksuj ręcznym mikserem. Jeśli pianka będzie zbyt rzadka, dodaj do niej śmietan-fix i ponownie zmiksuj.

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Złote waniliowe babeczki

Kupiłam książkę "Vegan cupcakes take over the world" i jestem pełna zachwytu. Przejrzałam całą, strona po stronie, i chcę pożreć wszystkie zaprezentowane tam babeczki. Obawiam się trochę o moje biodra i udziec, ale i tak wypróbuję każdy przepis. 
Pierwsze podejście bardzo udane. Przepis jest prosty, babeczki lekkie i pyszne. Zmniejszyłam jedynie ilość cukru i musiałam zamienić (niestety) ekstrakt waniliowy na cukier waniliowy, bo ekstraktu nie posiadam (jeszcze). 



Składniki na 10-12 babeczek:
1 szklanka mleka sojowego
1 łyżeczka octu jabłkowego (ocet winny też zadziałał)
1/3 szklanki oleju
1/2 szklanki cukru trzcinowego
2 łyżeczki cukru waniliowego (lub 2 łyżeczki ekstraktu waniliowego)
1 1/4 szklanki mąki pełnoziarnistej
2 łyżki mąki kukurydzianej
3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody
1/4 łyżeczki soli jodowanej

Do miski wlej mleko oraz ocet i zmiksuj je robotem ręcznym aż powstaną bąbelki. Dodaj olej, cukier trzcinowy i waniliowy (lub ekstrakt) i ponownie zmiksuj. Pozostałe składniki przesiej i połącz wszystko aż powstanie gładka masa. Wypełnij nią papierowe foremki do muffinek (maksymalnie 2/3 ich wysokości) i wstaw do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 20-22 minuty. 

czwartek, 10 stycznia 2013

Zupa-krem selerowo-porowa

Podana z bezglutenowym (bo kukurydzianym) makaronem. Prawda, że kaczuszki są urocze? ;)

Składniki:
6 łodyg selera naciowego
1 duży por
1/2l bulionu warzywnego
sól i pieprz

Seler i por pokrój na kawałki, umieść w garnku, podlej wodą i uduś. Kiedy warzywa będą miękkie, przełóż je do blendera, zalej bulionem i dokładnie zmiksuj. Jeśli uznasz, że zupa jest za gęsta, dolej nieco wody lub bulionu. Dopraw solą i pieprzem według uznania.

niedziela, 6 stycznia 2013

Głodówka z VM - dzień 6 i ostatni

Dziś ostatni dzień głodówki, a więc czas na podsumowanie i rachunek sumienia :)

W ciągu ostatnich sześciu dni jadłam mało, ale dobrze. Prawie udało mi się zastosować do rygorystycznych zasad diety (poza kilkoma zachwianiami wynikającymi z trybu pracy i jednym niedociągnięciem spowodowanym nieszczęśliwym wypadkiem na schodach). Średnio spożywałam 700kcal dziennie, co poskutkowało nagłym spadkiem masy ciała - dziś rano, kiedy miałam jeszcze pusty żołądek i już pusty pęcherz, ważyłam o 4kg mniej niż na początku diety, a mój brzuch się lekko spłaszczył. Wprawdzie mój życiowy cel, czyli brzuch chudy jak brzuch Natalii Przybysz na Openerze, nie został osiągnięty, ale jeszcze kilka głodówek i sto tygodni z "szóstką Weidera", a będzie wyglądał idealnie (gdyby mi się jeszcze chciało ćwiczyć...).
Podczas diety bardzo mi służyło spożywanie posiłków niemal z zegarkiem w ręku i rezygnacja z jedzenia po 18:00. Przekonałam się, że jedzenie owoców poza śniadaniem nie jest dobrym pomysłem i zamierzam tej nowej zasady przestrzegać na co dzień. W ostatnim tygodniu brakowało mi ciecierzycy (ten, tego... nałóg), kasz i śniadaniowych koktajli na mleku sojowym. Całą resztę przyjmuję bez żadnych wątpliwości i sprzeciwów, bo przez cały czas czułam się dobrze. 
Postaram się trzymać proporcji 80:20 i dbać o niezakwaszanie umysłu. Kiedy tylko kostka mi pozwoli, wrócę do ćwiczenia jogi. Będę słuchać więcej muzyki, która będzie mnie wyciszać (Mahler!) i zacznę w końcu myśleć o sobie.

Kiedy następna głodówka? Może w marcu?

sobota, 5 stycznia 2013

Głodówka z VM - dzień 5

Chcąc pogłębić swoją wiedzę na temat diety zasadotwórczej, poszperałam trochę w sieci. Jest tak dużo sprzecznych informacji, że nietrudno się pogubić. A bo jedni piszą, że banany złe, inni, że dobre. Jedni piszą, że suszone owoce zakwaszają organizm tak mocno jak (nie przymierzając) świńska raciczka, inni twierdzą coś zupełnie innego. A że mleko krowie wcale nie zakwasza, że neutralne jest dla ustroju człowieka, a przecież pan Gary Yourofsky krzyczy, że od picia zwierzęcego mleka choruje się na osteoporozę. 
Trudno się rozeznać w tych wszystkich teoriach.
Ponieważ to, co pisze pani Simone Wacker wydało mi się do tej pory najbardziej logiczne i rozsądne, kieruję się jej argumentami:
- owoce świeże i dojrzałe alkalizują, a niedojrzałe i zleżałe - zakwaszają.
- owoce suszone alkalizują, a suszone i siarkowane - zakwaszają.
- surowe mleko krowie (prosto z wymienia) jest neutralne, a pasteryzowane (czyli takie, które można kupić w polskich sklepach) - zakwasza na potęgę (i wywołuje osteoporozę).
Generalnie im bardziej coś naturalne i mniej przetworzone, tym lepsze. Im bardziej ekologiczne, tym zdrowsze (albo lepiej - mniej szkodliwe). Wprawdzie w naszym kraju trudno dostać ekologiczne banany (które w Holandii widziałam w każdym sklepie), ale inne owoce jak jabłka i gruszki już tak niedostępne nie są. 

Mój dzisiejszy jadłospis był dużo lepszy i wymyślniejszy od wczorajszego. Ani przez chwilę nie czułam głodu, a po obiedzie wręcz musiałam zrobić sobie sjestę, bo tak mnie ten posiłek nasycił.

Jadłospis układam według książki "Głodówka zasadotwórcza" Simone Wacker. Przed przystąpieniem do głodówki warto tę książkę przeczytać, skonsultować się z lekarzem i swoim zdrowym rozsądkiem. Nie jestem ani lekarzem, ani dietetykiem, zatem to, co tu piszę, ma charakter informacyjny i nie biorę odpowiedzialności za ewentualne skutki uboczne stosowania głodówki przez moich czytelników.


Śniadanie I:


1 porcja muesli zasadotwórczego, które jest pyszne, słodziutkie i jest miłym urozmaiceniem codziennych owocowych i dość podobnie ostatnio wyglądających śniadań.

Śniadanie II:

1 gruszka

Obiad:


Podwieczorek:

1 filiżanka herbaty ziołowej (naparu z fiołka trójbarwnego, perzu, łopianu, skrzypu i pokrzywy)

Kolacja:

1 pieczona warzywna kanapka (bo została z obiadu)

Gdzieś w międzyczasie zjadłam jabłko i kilka mandarynek, ale nie jestem w stanie ustalić, kiedy to było. Miałam dziś dość spokojny i cichy dzień, dlatego łatwo mi było to wszystko zaplanować. Jak będzie jutro - zobaczymy.

Pieczone warzywne kanapki

Nic tak nie cieszy jak pieczone warzywa. Chyba że pieczone warzywa, które wyglądają tak jak te na zdjęciu. Najlepiej smakują, kiedy nieco przestygną.

Składniki na 4 sztuki:
1 duży ziemniak 
1 łyżka oliwy z oliwek
1 czerwona cebula
4 pieczarki
kawałek cukinii
kawałek żółtej papryki
kawałek czerwonej papryki
1/2 pomidora
sól i pieprz

Pokrój ziemniak na 8 plastrów o grubości około 5mm. Każdy z plastrów posmaruj oliwą z oliwek, bardzo delikatnie posól, rozłóż na blaszce wyłożonej papierem i wstaw do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na 15 minut. Cebulę, pieczarki i pomidor pokrój na cienkie plastry, cukinię na plastry o grubości około 5mm, a papryki w cienkie paski. Wszystkie warzywa delikatnie posól i popieprz. Wyjmij ziemniaki z piekarnika. Na czterech z nich ułóż warstwami warzywa i przykryj pozostałymi ziemniakami. Wstaw kanapki do piekarnika na kolejne 15 minut.

Muesli zasadotwórcze

Pomijając fakt, że powstało w ramach głodówki z VM i jest zgodne z zasadami tej diety, muesli zasadotwórcze jest zwyczajnie dobre. Będę je jeść również po zakończeniu oczyszczania ciała.

Składniki:
1 duży banan
2 łyżki soku z cytryny
1/2 jabłka
1 łyżeczka sezamu
1 łyżka płatków migdałowych

Banan rozgnieć widelcem na gładką papkę, wmieszaj w nią sok z cytryny i starte na tarce o grubych oczkach jabłko. Posyp owoce sezamem i płatkami migdałowymi i od razu zjedz.

piątek, 4 stycznia 2013

Głodówka z VM - dzień 4

Dzisiejsza głodówka nie wyszła jeszcze bardziej.

Wstałam rano, okazało się, że ktoś zjadł wszystkie owoce. Znalazłam tylko zdechłego banana, więc zjadłam go, ubrałam się i wyszłam do sklepu po owoce. Potknęłam się na schodach i skręciłam nogę w kostce. Znowu. Wkuśtykałam z powrotem do domu, nasmarowałam nogę maścią na opuchliznę i ból, opatrzyłam ją bandażem i tak leżałam z nogą w górze. Na drugie śniadanie zjadłam łyżkę migdałów, sezamu i słonecznika. I leżałam. A potem zrobiłam zapiekankę z ziemniaków i czerwonej cebuli przyprawioną ziołami, zjadłam pół i się znów położyłam. Nie na długo, bo musiałam lecieć do pracy. W pracy zakwasił mnie jeden jegomość, z którym będę musiała się szybko uporać (zanim stanę się skwaszoną panią od muzyki). Podczas pracy nie miałam czasu jeść, więc piłam wodę. Wróciłam do domu i siedzę. I myślę co tu zrobić, żeby odkwasić umysł. Potrzebuję przyjaciela.

Nie zdołałam zrobić przez tę kostkę żadnych zdjęć, więc zamieszczam orangutana.

Źródło: na-pulpit.com
Dobrego wieczoru, moi mili!

czwartek, 3 stycznia 2013

Głodówka z VM - dzień 3

Odkwaszanie organizmu związane jest nie tylko z dietą. Kąpiel zasadowa, natrysk wodą termalną, sauna, hydrokolonoterapia - te zabiegi również działają odtruwająco na nasze ciała. Ogromne znaczenie mają też: regularny ruch (wytwarzanie endorfin + wypacanie toksyn), medytacja i techniki relaksacyjne (rozluźnienie) oraz pozytywne nastawienie do świata. Stres wewnętrzny i zewnętrzny zaburza przemianę materii i powoduje gromadzenie się toksyn. W sytuacjach stresowych nie powinno się powstrzymywać łez - płacz również jest procesem oczyszczającym. Bardzo korzystna dla równowagi kwasowo-zasadowej jest terapia śmiechem, która uwalnia nas od napięć i blokad. 

Skuteczną metodą odkwaszania organizmu jest relaks przy muzyce. Pani Wacker sugeruje, że muzyka Mozarta uspokaja najbardziej. Nie mnie - klasyczna harmonia raczej mnie denerwuje, dlatego preferuję coś późniejszego (Ravel? Szymanowski? Ives?). 

Trzeci dzień głodówki rozpoczęłam już jakiś czas temu. Wrzucam na razie śniadanie, ale jadłospis będę uzupełniać. Prawdopodobnie część posiłków pojawi się dopiero wieczorem, bo czasem jednak muszę popracować.

Jadłospis układam według książki "Głodówka zasadotwórcza" Simone Wacker. Przed przystąpieniem do głodówki warto tę książkę przeczytać, skonsultować się z lekarzem i swoim zdrowym rozsądkiem. Nie jestem ani lekarzem, ani dietetykiem, zatem to, co tu piszę, ma charakter informacyjny i nie biorę odpowiedzialności za ewentualne skutki uboczne stosowania głodówki przez moich czytelników.


Śniadanie I:

1 owoc kaki
1 banan
2 łyżki soku z cytryny
1 filiżanka herbaty ziołowej (naparu z fiołka trójbarwnego, perzu, łopianu, skrzypu i pokrzywy)









Śniadanie II:

1 grejpfrut

Wstawiłam zupę, która będzie gotowa dopiero za dwie godziny, a tak pięknie pachnie ziołami! Zapachy są najgorsze. Potrafią złamać największego głodującego twardziela (jeszcze się trzymam!).






Obiad:

1 duży kubek wegetariańskiego rosołu (zdjęcie dodam jutro, bo to dzisiejsze mi bardzo nie wyszło, a już jest ciemno)

Podwieczorek i kolacja:

2 jabłka
4 mandarynki

Nie jestem zadowolona z przebiegu popołudnia i wieczora. Byłam w pracy, a przed pracą nie zdążyłam zaplanować i przyrządzić potraw zgodnie z zaleceniami diety. Nie mówiąc o tym, że musiałam te posiłki spożywać między zdaniami wypowiadanymi do szanownych uczniów. Nie zdołałam więc się skupić na jedzeniu, dwa posiłki stały się jednym i to rozwleczonym w czasie. Niezbyt dobrze się przez to czuję. 
Łącznie pochłonęłam dziś około 700kcal. Zaczynam się przyzwyczajać do minimalnych porcji, a w tajemnicy powiem, że wskazówka na wadze łazienkowej drgnęła. :)
Do zobaczenia jutro!

środa, 2 stycznia 2013

Nadziewane pieczarki

W ramach głodówki z VM przyrządziłam pyszną rzecz. Dobrze, że zrobiłam tylko jedną porcję - dzięki temu słowo "głodówka" ma rację bytu. W przeciwnym wypadku zjadłabym tego mnóstwo i wzięła jeszcze osiem dokładek. Bardzo polecam! :)

Składniki na 2 porcje:
8 dużych pieczarek
150g marchewki
50g szalotki
100g żółtej papryki
szczypta czarnego pieprzu
szczypta soli jodowanej
duża szczypta bazylii
2 pomidorki koktajlowe

Pieczarki obierz i usuń z nich trzonek. Marchewkę pokrój w plastry. Szalotkę posiekaj najdrobniej jak się da. Paprykę pokrój w drobniutką kostkę. Marchewkę ugotuj na parze, szalotkę i paprykę uduś na patelni (bez tłuszczu, w niewielkiej ilości wody). Kiedy marchewka będzie miękka, posiekaj ją i dodaj do papryki, wymieszaj, dopraw solą, pieprzem i bazylią. Pieczarki podgotuj przez 3 minuty na parze, następnie umieść je w blaszce wyłożonej papierem, wypełnij farszem i wstaw do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Po dziesięciu minutach na wierzch każdej pieczarki połóż jeden plaster pomidorka koktajlowego i piecz przez kolejne 5 minut. 

Głodówka z VM - dzień 2

Pani Sabine Wacker opracowała 10 podstawowych zasad diety zasadotwórczej.

1. Jedzmy surówki tylko wtedy, gdy je dobrze tolerujemy

Chodzi o to, że są ludzie, którzy po zjedzeniu surowych warzyw mają problemy z bólami brzucha i wzdęciami. Jeśli występują takie dolegliwości, lepiej te warzywa poddać delikatnej obróbce cieplnej niż się męczyć. Jeśli surówki nie wywołują kłopotów, można je jeść do woli, ale tylko do godziny 14:00.
2. Jedzmy surówki do godziny 14:00
Po 14:00 surowe warzywa i owoce obciążają wątrobę. Odczuwają to zwłaszcza ludzie o wrażliwych jelitach - cierpią wtedy na wzdęcia, zaparcia i biegunki. Owoce powinno się zjadać tylko na pusty żołądek, czyli na śniadanie.
3. Po godzinie 18:00 nie jemy już nic więcej
Znów chodzi o nieobciążanie wątroby, której maximum aktywności przypada na wieczór i noc. Ja z kolei sprawdziłam to na sobie w trakcie intensywnej diety odchudzającej - najskuteczniej chudłam wtedy, kiedy pilnowałam stałych pór spożywania posiłków (dosłownie z zegarkiem w ręku!) i nie jadłam niczego po 18:00.
4. Spożywane produkty powinny być możliwie jak najbardziej naturalne
Najlepiej jeść produkty surowe, jak najmniej przetworzone, a obróbka cieplna powinna być delikatna. Najmniej szkodliwym rozwiązaniem jest gotowanie warzyw na parze.
5. Nie jedzmy za dużo!
Przejadanie się obciąża żołądek, jelita, wątrobę, powoduje otyłość i wszystkie dolegliwości z nią związane od cukrzycy i nadciśnienia zaczynając, a na depresji kończąc. I nie ma tu znaczenia to, czy nawpychamy się zdrowych, czy śmieciowych rzeczy.
6. Żadnych szalonych mieszanek
Do sporządzenia jednej potrawy nie powinno się używać więcej niż 3 gatunków owoców lub warzyw.
7. Przyprawiajmy oszczędnie
Zbyt duża ilość przypraw podrażnia nerwy smakowe i sprawia, że tracimy uczucie sytości. Do dosmaczania potraw najlepsze są świeże zioła i kiełki.
8. Jedzmy takie potrawy zasadotwórcze, jakie nam smakują
Bo chodzi też o to, żeby czerpać przyjemność z jedzenia. 
9. Jedzmy więcej warzyw niż owoców, a jedne i drugie muszą być dojrzałe
Zasadotwórcze są tylko warzywa i owoce dojrzałe, dlatego najlepiej jeść rośliny sezonowe. Należy spożywać 20% owoców i 80% warzyw, żeby nie nabawić się wzdęć i dłużej być sytym.
10. Żujmy dokładnie
Żucie jest pierwszym etapem trawienia posiłku, a dzięki dokładnemu żuciu szybciej uzyskujemy uczucie sytości. 

Dziś głodówki dzień drugi. Znów będę jadłospis aktualizować po każdym posiłku. Przynajmniej się postaram wcisnąć ten proceder między obowiązki ;)


Jadłospis układam według książki "Głodówka zasadotwórcza" Simone Wacker. Przed przystąpieniem do głodówki warto tę książkę przeczytać, skonsultować się z lekarzem i swoim zdrowym rozsądkiem. Nie jestem ani lekarzem, ani dietetykiem, zatem to, co tu piszę, ma charakter informacyjny i nie biorę odpowiedzialności za ewentualne skutki uboczne stosowania głodówki przez moich czytelników.



Śniadanie I:

1 pomarańcza
1 banan
2 łyżki soku z cytryny
1 filiżanka herbaty ziołowej (naparu z kwiatów nagietka)











Śniadanie II:

1 jabłko
1 łyżka soku z cytryny
1 łyżka płatków migdałowych
1 filiżanka herbaty ziołowej (naparu z kwiatów nagietka)










Obiad:


Pieczarki super, ale jako przekąska, a nie obiad. Kaloryczność posiłku poniżej normy, ale nie narzekam. Głodem, mimo wszystko, nie przymieram. :)








Podwieczorek:

1 łyżka sezamu
1 łyżka słonecznika
1 filiżanka herbaty ziołowej (naparu z kwiatów nagietka)

Muszę stwierdzić, że napar z kwiatów nagietka jest napojem wyjątkowo paskudnym w smaku, więc nie będę tego dalej pić. Szczerze nie polecam. 

Kolacja:

warzywa duszone na wodzie (1 cebula, kawałek papryki, kawałek cukinii, 2 pieczarki, zioła, szczypta soli)

Drugi dzień głodówki zakończony. Nadal czuję się świetnie, mam sporo energii i determinacji. Martwi mnie jedynie to, że spożyłam dziś tylko 610kcal (ale to nie jest wina złych założeń diety, tylko moich, bo "po co używać oliwy, skoro można się świetnie bawić i bez niej?"). Jutrzejszy jadłospis przemyślę pod tym kątem, bo chcę oczyścić organizm, a nie paść trupem z braku sił.
Do jutra! :)

wtorek, 1 stycznia 2013

Głodówka z VM - dzień 1

Podobno Nowy Rok powiedział, że niesie same wspaniałości. Mam nadzieję, że nie żartował, bo te wspaniałości są mi niezwykle potrzebne.
Zmiana cyferki w kalendarzu powoduje zazwyczaj parcie na postanawianie, planowanie, porządkowanie i zmienianie. Przyznaję: zawsze ulegam tej presji i postanawiam, planuję, porządkuję i zmieniam. Za każdym razem obiecuję sobie, że będę konsekwentna i za każdym razem wychodzi jak zwykle. Tym razem będzie inaczej! :)
Znalazłam niedawno w księgarni książkę "Głodówka zasadotwórcza" pani Sabine Wacker. Bardzo prowegańska, mimo że słowo "weganizm" nie pada tam chyba ani razu. Przeczytałam, przekonałam się, postanowiłam więc od czasu do czasu stosować taką głodówkę. Będę tu spisywać swój jadłospis i spostrzeżenia dotyczące mojego samopoczucia i efektów. Trzymajcie kciuki! :)

Jadłospis układam według książki "Głodówka zasadotwórcza" Simone Wacker. Przed przystąpieniem do głodówki warto tę książkę przeczytać, skonsultować się z lekarzem i swoim zdrowym rozsądkiem. Nie jestem ani lekarzem, ani dietetykiem, zatem to, co tu piszę, ma charakter informacyjny i nie biorę odpowiedzialności za ewentualne skutki uboczne stosowania głodówki przez moich czytelników.

Głodówka zasadotwórcza jest to dieta odtruwająca i odciążająca organizm. Polega na okresowym wyeliminowaniu z jadłospisu produktów kwasotwórczych i spożywaniu jedynie tych o działaniu zasadowym. Ponieważ jest to dieta łagodna, można ją stosować w codziennym życiu. Przeznaczona jest dla każdego jako profilaktyka chorób serca, cukrzycy, osteoporozy i nowotworów. Wspomaga ona leczenie otyłości, nadciśnienia tętniczego, depresji, infekcji, grzybicy, PMS, migreny i trądziku. 
Dieta zasadotwórcza jest dietą wegańską, ponieważ produkty odzwierzęce zakwaszają organizm na potęgę. Z jadłospisu należy dodatkowo wyeliminować kilka innych rzeczy, między innymi alkohol, czarną i zieloną herbatę, herbatki owocowe, kawę, makarony, musztardę i ocet, napoje gazowane (w tym wodę), obłuskane zboża i ryż, produkty pełnoziarniste, soję i przetwory sojowe (w tym tofu), rafinowane i utwardzone tłuszcze, warzywa strączkowe, wszystkie orzechy z wyjątkiem migdałów, produkty zawierające białą mąkę, słodycze, czosnek, herbaty mate i rooibos.

Śniadanie I:

1 jabłko
1 banan
2 łyżki soku z cytryny
1 filiżanka herbaty ziołowej (naparu z fiołka trójbarwnego, perzu, łopianu, skrzypu i pokrzywy)










Śniadanie II:

1 łyżka płatków migdałowych
1 łyżka ziaren słonecznika
1 łyżka sezamu
1 filiżanka herbaty ziołowej (naparu z fiołka trójbarwnego, perzu, łopianu, skrzypu i pokrzywy)











Obiad:

3 upieczone (bez tłuszczu) ziemniaki w ziołach
6 pomidorków koktajlowych
kawałek żółtej papryki
kilkanaście cieniutkich plasterków selera naciowego
szczypta czarnego pieprzu
duża szczypta bazylii

Jak na "głodówkę" jestem dość mocno najedzona. Ciekawa jestem ile od rana zjadłam kalorii. Idę policzyć.



Podwieczorek:

1 łyżka suszonych żurawin
1 filiżanka herbaty ziołowej (naparu z fiołka trójbarwnego, perzu, łopianu, skrzypu i pokrzywy)

Kolacja:

3 upieczone (bez tłuszczu) ziemniaki w ziołach (bo zostały z obiadu)

Między posiłkami nie podjadałam, bo nie czułam specjalnie głodu, piłam jedynie wodę. Zalecenia są takie, żeby woda była źródlana (nie mineralna!) i niegazowana. Z powodu święta nie miałam możliwości kupna takiej, piłam więc przefiltrowaną przegotowaną wodę, co nie jest najlepszą opcją, ale konieczną w zaistniałej sytuacji. Jutro już zrobię to jak należy. 
O 18:00 zjadłam ostatni dziś posiłek. Czuję się najedzona, nie zauważyłam specjalnej zmiany w ilości życiowej energii, choć zjadłam dziś pewnie mniej niż połowę tego, co zjadam na co dzień. Po podliczeniu kaloryczności dzisiejszych posiłków (w sumie około 1000kcal, nie jestem już w stanie wyliczyć bardziej precyzyjnie) spodziewam się spektakularnych efektów obniżających masę mojego ciała, gdyż w czasach intensywnej i skutecznej pracy nad pozbyciem się 28 zbędnych kilogramów jadałam o 300-400kcal więcej niż dziś. 
Następny posiłek zjem dopiero rano, więc dziękuję za uwagę i zapraszam jutro! :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...