sobota, 14 grudnia 2013

Ser z nerkowców z pieprzem

Sery ostatnio u mnie królują. Powstało ich tyle, że doczekały się osobnej zakładki na blogu.
Będzie niedługo jeszcze jeden, tylko muszę poczekać na paczkę z jednego ze sklepów internetowych. Wewnątrz są płatki drożdżowe, których potrzebuję.
Dzisiaj przedstawiam przepis bardzo prosty, bo nie od dziś wiadomo, że im prościej, tym lepiej.



Składniki na 2/3 szklanki gotowego sera:
2/3 szklanki sera z nerkowców leżakującego 3 dni
szczypta soli
1/2 łyżeczki świeżo mielonego pieprzu

Wszystkie składniki dokładnie wymieszaj i zawiń w folię do żywności. Zawiniątko włóż do dużego kubka w taki sposób, żeby ser ściśle przylegał do ścianek (dzięki temu nabierze kształtu naczynia). Wstaw kubek z serem do lodówki na 12 godzin. Po tym czasie delikatnie go wyciągnij z folii. Przechowuj w lodówce.

piątek, 13 grudnia 2013

Ser z nerkowców

Ser z nerkowców końcu odleżał swoje. :) Jest to pierwszy udany eksperyment z użyciem rejuvelacu. Dwa poprzednie nie wypaliły, niestety.

Jest smaczny sam w sobie, miękki i delikatny. Może być użyty również jako półprodukt (prosty i szybki przepis będzie już jutro). 



Składniki na 1 1/2 szklanki gotowego sera:
2 szklanki nerkowców
szczypta soli
1/2 szklanki rejuvelacu

Nerkowce umieść w misce, zalej wodą na 8 godzin. Po tym czasie je odcedź i zmiksuj w malakserze, dodając sól i rejuvelac. Kiedy orzechy zamienią się w gładką papkę, przełóż masę do miski, przykryj folią i postaw w zacienionym miejscu, gdzie panuje temperatura pokojowa. Ser będzie gotowy już po 8 godzinach, ale można poczekać dłużej, nawet do trzech dób. Im dłużej ser poleży, tym będzie mniej łagodny.

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Serek z suszonymi pomidorami

sera jogurtowego można zrobić szereg pysznych serków kanapkowych. Serek kremowy był super. W planach mam kolejny smak, muszę jedynie kupić więcej jogurtu, a może w końcu zrobić swój.
Dziś przyszedł czas na przepis z moimi ulubionymi suszonymi pomidorami. 



Składniki na 1 szklankę gotowego sera:
ok. 40g suszonych pomidorów (nie w oleju!)
1/2 łyżeczki świeżo mielonego pieprzu

Pomidory namocz w gorącej wodzie (zajmie to około 10 minut) i pokrój w drobną kostkę. Wszystkie składniki dokładnie wymieszaj i zawiń w folię spożywczą. Zawiniątko włóż do dużego kubka w taki sposób, żeby ser ściśle przylegał do ścianek (dzięki temu nabierze kształtu naczynia). Wstaw kubek z serem do lodówki na 12 godzin. Po tym czasie delikatnie go wyciągnij z folii. Przechowuj w lodówce.

niedziela, 8 grudnia 2013

Rejuvelac

Produkcja serów trwa w najlepsze, można powiedzieć, że się w tej dziedzinie rozwijam ;)
Do tej pory zrobiłam ser jogurtowy i pyszny serek kanapkowy. W lodówce leżakuje kolejny przysmak, o którym napiszę jutro. Jestem też w trakcie eksperymentów, których zasadniczym składnikiem jest rejuvelac. 
Przygotowanie tego fermentowanego napoju trwało około tygodnia, więc, jeśli ktoś ma w planach przyrządzenie na nim sera na specjalną okazję, musi pracę dobrze rozplanować :)

Składniki na około 0,7l gotowego napoju:
1/3 szklanki ziaren pszenicy
woda

Pszenicę wsyp do litrowego słoika, zalej ją wodą, a słoik przykryj kawałkiem gazy przymocowanym za pomocą gumki recepturki. Po 12 godzinach wylej wodę, a namoczoną pszenicę w słoiku z gazą postaw w zacienionym miejscu, gdzie będzie jej się dobrze kiełkować. Przepłukuj kiełki rano i wieczorem.
Po trzech dobach zalej wykiełkowaną pszenicę wodą (wypełnij nią cały słoik) i postaw w zacienionym miejscu na 3 doby. Po tym czasie przelej gotowy rejuvelac (już bez kiełków) do czystego słoika.
Napój, jeśli znajduje się w dobrze zakręconym słoiku, może być przechowywany w lodówce nawet przez cztery tygodnie.

sobota, 7 grudnia 2013

Kremowy serek kanapkowy

Wczoraj prezentowałam tutaj ser jogurtowy, który może być bazą do dalszego preparowania roślinnego nabiału. Moja dzisiejsza propozycja to kremowy serek kanapkowy, który się idealnie rozsmarowuje na chlebie i ma wyrazisty smak.
Pychota!



Składniki na 2/3 szklanki gotowego serka:
2/3 szklanki roślinnego sera jogurtowego
spora szczypta soli
2 łyżki soku z cytryny

Wszystkie składniki dokładnie wymieszaj i zawiń w folię spożywczą. Zawiniątko włóż do dużego kubka w taki sposób, żeby ser ściśle przylegał do ścianek (dzięki temu nabierze kształtu naczynia). Wstaw kubek z serem do lodówki na 12 godzin. Po tym czasie delikatnie go wyciągnij z folii. Przechowuj w lodówce.

piątek, 6 grudnia 2013

Ser jogurtowy

Zatęskniłam nieco za serami, więc zaczęłam robić własne. Niedawno kupiłam nowe książki kucharskie, które są dla mnie inspiracją i na podstawie przepisów w nich zamieszczonych tworzę swoje wariacje.
Pierwszą z nich jest ser jogurtowy, który można zjadać na kanapkach lub wykorzystać jako bazę do dalszej obróbki. Jest miękki i gładki, smakuje podobnie do białego sera (a przynajmniej tak mi się wydaje, bo już nie pamiętam).
Zrobiłam go z kupnego jogurtu sojowego, ale można go śmiało zrobić z roślinnego jogurtu zrobionego w domu.



Składniki na 2/3 szklanki gotowego sera:
500ml niesłodzonego jogurtu sojowego

Jogurt umieść w tetrowej ściereczce i zawieś nad miską na 24 godziny aż cała serwatka odcieknie.

I już!
Jutro dam przepis na pyszny serek zrobiony na bazie powyższego sera jogurtowego. :)

wtorek, 26 listopada 2013

Kasza manna na gęsto (bardzo gęsto)

Kilka wieczorów temu na FP mojego bloga umieściłam zdjęcie kaszy manny, którą pochłaniałam, narażając swoje biodra na niezmieszczenie się w spodniach. Nic mi się po niej nie stało. Nawet po zjedzeniu kilku kolejnych porcji, ani nocnych, ani porannych.
A prawda jest taka, że kaszę mannę uwielbiam. Nauczył mnie ją jeść dziadek (choć jego kasza była dużo rzadsza) i z nim mi się to danie będzie kojarzyć już zawsze. Moja wersja zawsze jest tak gęsta, że łyżka w niej dęba staje i da się ją kroić (kaszę, nie łyżkę).
Przepis składa się z dwóch składników. Chyba że się doda na koniec łyżkę syropu malinowego. I listek mięty. 




Składniki na 4 małe lub 2 duże porcje:
500ml mleka sojowego
8 łyżek kaszy manny

Mleko umieść w garnku, wsyp kaszę i, cały czas mieszając (żeby nic się nie przypaliło), gotuj aż kasza zgęstnieje.

I już!

niedziela, 24 listopada 2013

Naleśniki z boczniakami i kaszą

Na moim talerzu zima.




Składniki:
1 torebka kaszy gryczanej
1 cebula
250g boczniaków
1 kostka (180g) tofu wędzonego
sól i pieprz
naleśniki

Ugotuj kaszę w osolonej wodzie. Cebulę i boczniaki pokrój w paski, wrzuć na patelnię, podlej wodą i duś do miękkości na małym ogniu i pod pokrywką. W misce rozdrobnij widelcem tofu, połącz z kaszą i grzybami, dopraw solą i pieprzem. Gotowy farsz zawiń w naleśniki, umieść na suchej patelni i podgrzej.

poniedziałek, 11 listopada 2013

Paprykarz warzywny z kaszą jaglaną

Z powodów zawodowo-prywatnych blog nieco zwolnił. Jeśli już gotuję, są to raczej stare przepisy.
Paprykarz z kaszą jaglaną też jest starym przepisem, ale jeszcze nigdy tu nie trafił. Nadrabiam więc zaległość. :)



Składniki:
1/2 szklanki kaszy jaglanej
1/2 szklanki czerwonej soczewicy
2 duże marchewki
1 nieduża pietruszka
2 czerwone papryki
1/2 papryczki chilli
4 ząbki czosnku
1 mała cebula
2 łyżeczki koncentratu pomidorowego
sól i pieprz

Kaszę jaglaną przepłucz najpierw zimną, a potem gorącą wodą, umieść w garnku o grubym dnie, zalej 1 i 1/2 szklanki wrzątku, lekko posól, przykryj pokrywką i gotuj, nie mieszając, na małym ogniu przez 20 minut.
W drugim garnku umieść soczewicę, zalej szklanką wrzątku, lekko posól, przykryj pokrywką i gotuj, nie mieszając, na małym ogniu przez 15 minut. 
W trzecim garnku umieść starte na tarce o drobnych oczkach marchewki i pietruszkę, podlej wodą i duś aż do miękkości warzyw. 
Paprykę, papryczkę chilli, czosnek i cebulę zmiksuj na papkę i przełóż do marchewki z pietruszką. Gotuj przez kilka minut, po czym wyłącz gaz, połącz warzywa z soczewicą i kaszą, wszystko wymieszaj, dopraw koncentratem pomidorowym, solą i pieprzem.

sobota, 26 października 2013

Vegan Package Swap - edycja październikowa

W vegan swapie wzięłam udział już we wrześniu. Nie miałam jednak szczęścia (moje życie...) i paczka z Holandii do mnie nie dotarła. Szkoda! Wewnątrz była biała czekolada, nasiona konopi i wegańskie stroopwafle, do których tęskni moja głowa i żołądek.
W październiku zapisałam się do akcji jeszcze raz, mimo sromotnej porażki holenderskiej. Tym razem moją parą była Wendy z Belgii. Po krótkiej wymianie maili ustaliłyśmy, że żadna z nas nie ma specjalnych wymagań i ucieszy nas wszystko, co dobre i wegańskie. Moja Belgijka wysłała paczkę wcześniej ode mnie, a przesyłka dotarła do mnie po dziesięciu dniach.



A było w niej to:
- mleko ryżowo-kokosowe, które wypiłam od razu.
- sojowe mięso, które po podgrzaniu i doprawieniu "pachniało" jak mięso mielone. Nie podeszło mi to za bardzo. Dopiero po zmieszaniu soi z pastą La vie est belle (w tym czerwonym opakowaniu) było to jadalne. Ale chyba tylko dlatego, że pasta była nieziemska.
- ciasteczka z żurawiną, które są boskie. Każde z nich jest pakowane w osobną folijkę, więc mogę je zabierać do pracy bez obaw, że coś mi się w torebce rozsypie.
- pasta La vie est belle z pomidorów, papryki i marchwi. Kwaśna, idealna jako dodatek do wszystkiego - najlepiej sprawdziła się jako keczup na tostach.
- krem czekoladowo-kokosowy, który, oczywiście, jem łyżką. Jest boski, czekoladowy i <3.
- kanapkowa pasta pieczarkowa, której się bałam, ale niesłusznie. Wciskam ją w każdą kanapkę, tost, a od czasu do czasu jem palcami prosto z tubki, bo jest pyszna. Mama mówi, że pasta smakuje jak pasztet prochowicki, ale moja pamięć nie sięga tak daleko, żebym mogła to potwierdzić lub temu zaprzeczyć ;)
- ser żółty w "cheddar style", którego używam do robienia tostów, roztapia się tak dobrze, że raz mi się całkiem rozpłynął! W sensie zniknął. Wsiąkł był. Ale jest smaczny.
- 100% raw czekolady, jedna z migdałami i figami, druga - z ananasem i miechunką. Na opakowaniach widnieje napis "happiness inside" i jest to najbardziej trafny opis tych czekolad.
- dwa ciasteczka-przekąski, kokosowe i brzoskwiniowo-figowe, które sprawdziły się jako zastrzyk energii przed zagraniem koncertu. :)

Jestem zadowolona z tego, co dostałam. Produkty są (niektóre były*) zróżnicowane i w zdecydowanej większości pyszne.

Moją paczkę do Belgii wysłałam 15. października, zwykłym listem nierejestrowanym. Panna na poczcie chciała mi wcisnąć kit, że powinnam to wysłać jako paczkę poleconą, priorytetową i na mnie (dosłownie!) krzyczała, że to nierozsądne tak wysyłać listem zwykłym bez żadnych dopłat, bo będzie szło bardzo długo! Dwa miesiące! Będzie się pani denerwować!
Nie dałam się zwieść, wysłałam po swojemu, upierając się, że jestem niezwykle spokojnym człowiekiem i że dziękuję za troskę.
Paczka do Belgii doszła po dziesięciu dniach (do Holandii moja paczka doszła po dziewięciu).

A było w niej to:


Wendy napisała mi, że nie wie, od czego zacząć testowanie, bo jest tego tak dużo. Chyba jest zadowolona. :)
A ja już nie mogę się doczekać edycji listopadowej. Kompletowanie paczki dla kogoś, a potem otrzymywanie niedostępnych u nas produktów jest wesołe i wciągające!

poniedziałek, 21 października 2013

Babeczki kokosowe

Happy Birthday to me. <3




Składniki na 12 sztuk:
1 puszka mleka kokosowego
1 łyżeczka octu jabłkowego
1/2 szklanki cukru trzcinowego
2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
1 1/2 szklanki mąki pełnoziarnistej
3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
3/4 łyżeczki sody
1/4 łyżeczki soli
1/2 szklanki wiórków kokosowych

Do miski wlej mleko kokosowe i ocet i zmiksuj robotem ręcznym aż powstaną bąbelki. Dodaj cukier i ekstrakt waniliowy i ponownie zmiksuj. Mąkę, proszek do pieczenia, sodę i sól przesiej i połącz wszystko aż powstanie gładka masa. Dodaj wiórki kokosowe i delikatnie wmieszaj je w ciasto. Wypełnij nim papierowe foremki do muffinek i wstaw do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 22-24 minuty.

poniedziałek, 14 października 2013

Dyniowe kotlety z kaszy jaglanej

Dziś DEN, więc robię Nic. Nie narzekam, odpoczywam. Trochę gotuję. Może pójdę pobiegać. A tak, to nic. Okrągłe nic i czytanie książek.

Znalazłam w lodówce kawałek dyni, więc mam dyniowo-jaglane kotlety. Zróbcie sobie, bo dobre są.
Idę dalej robić nic. Należy mi się to.



Składniki na 8 sztuk:
1/2 szklanki kaszy jaglanej
1 cebula
2 ząbki czosnku
1 szklanka startej dyni
2 łyżki sosu sojowego
1/3 łyżeczki pieprzu

Kaszę jaglaną wypłucz najpierw w zimnej, potem w gorącej wodzie, a następnie umieść ją w garnku, zalej szklanką wrzątku, przykryj pokrywką i, nie mieszając, gotuj na małym ogniu przez 15 minut. W tym czasie umieść drobno posiekaną cebulę, zmiażdżony czosnek i startą dynię w garnku i duś aż zmiękną. Do ugotowanej kaszy dodaj uduszone warzywa, sos sojowy i pieprz i wszystko bardzo dokładnie wymieszaj. Z gotowej masy uformuj 8 kotletów, ułóż je na blaszce wyłożonej papierem i piecz w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez 40 minut. W połowie tego czasu przewróć kotlety na drugą stronę.

poniedziałek, 30 września 2013

Spacerem po Rzymie

Z moich rzymskich wakacji wróciłam już dawno, ale nadal wspominam i tęsknię. Nie umiem już tego opowiedzieć, więc Wam pokażę.



Piazza della Repubblica z dużą fontanną, przy której lubiłam wieczorami siadać i wsłuchiwać się w miejski zgiełk.

Widok na Via del Condotti ze szczytu Schodów Hiszpańskich

Piazza del Popolo

Via Margutta, na której znajduje się moja ulubiona rzymska wegetariańsko-wegańska restauracja Il Margutta RistorArte


Wiadomo.

I wnętrze wiadomego.

Bardzo smaczne sorbety z wszech obecnej sieci Blue Ice.

Dupy tyłu strona fontanny na Piazza Navona

Santa Maria Maggiore, w pobliżu której był mój paskudny hostel

Absztyfikant

W drodze na anioł pański

Papa Francesco z dyndającym gobelinem

Papa Francesco przemawia

Niedaleko Watykanu

A to sorbety z jakiejś innej lodziarni, której nazwy i umiejscowienia już nie pamiętam. Były bardzo słodkie.

Na Via Trionfale można zjeść pyszną focaccię. Tylko kelner był smutny i nie chciał się do mnie uśmiechnąć.

Na żywo robi ogromne wrażenie. Zwłaszcza nocą, kiedy patrzy się nań podczas spożywania kolacji na trawie.

A to ja. 

sobota, 28 września 2013

Tofuburger

Jest to burger, od którego jestem ostatnio uzależniona. Jest bardzo prosty i szybki. No, chyba że ktoś (jak ja) zdecyduje się na pieczenie własnych burgerowych bułek (co polecam, bo pycha).



Składniki na 4 burgery:
1 kostka (180g) tofu wędzonego
4 bułki burgerowe
keczup
4 liście sałaty
1 pomidor
1 mała cebula
2 ogórki konserwowe
sól i pieprz

Tofu podziel na 4 plastry (najpierw przekrój kostkę w połowie, a potem wzdłuż) i usmaż bez tłuszczu, za to z dodatkiem sporej szczypty soli i pieprzu. Bułkę nadziej dobrym keczupem, sałatą, pokrojonym w plastry pomidorem, usmażonym tofu, cieniutkimi plasterkami cebuli i pokrojonymi w plasterki ogórkami.

piątek, 27 września 2013

Pieczone pomidory

Są takie sprawy i problemy, które trzeba przeczekać. Bywają bardziej lub mniej poważne kryzysy nie do ogarnięcia - ani rozumem, ani uczuciami. Takie sytuacje, których nie da się przepracować, bo zwyczajnie są "bez wyjścia", choć to trudne, trzeba zostawić, porzucić, na jakiś czas, a potem, kiedy emocje opadną, wrócić do nich i spojrzeć na nie z dystansu, z odrobinę większym, z racji minionych dni, miesięcy, czy nawet lat, doświadczeniem. I nie można się bać tego czekania. Każdy ból kiedyś zelżeje, jest szansa, że nawet minie, a z czasem okaże się niewiele znaczącym epizodem.

I ani trochę nie mówię tu o tym, że mam kryzys dotyczący prowadzenia bloga i bycia weganką w ogóle.

Czekam aż kryzysy miną, jedząc pieczone pomidory z czosnkiem i ziołami.



Składniki na 2 porcje:
4 pomidory
8 ząbków czosnku
4 liście laurowe
sól
pieprz,
bazylia i oregano

Pomidory pokrój na ćwiartki i ułóż w naczyniu żaroodpornym. Między pomidory powciskaj obrane ząbki czosnku i liście laurowe. Całą potrawę delikatnie posyp solą, pieprzem i ziołami, wstaw do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i piecz przez 35-40 minut.

sobota, 24 sierpnia 2013

Ravioli di magro al pomodoro

Ravioli, czyli włoskie pierożki w cieście makaronowym, najlepiej smakują z pomidorowym sosem. Ten poniższy jest bardzo prosty, łagodny, idealnie dopełniający paletę smaków i zapachów na talerzu. 
Zjadłabym jeszcze, ale rozsądek mówi, że czas przestać. ;)



Składniki na 4 porcje:
1 łyżka oliwy z oliwek
2 ząbki czosnku
1 mała cebula
1/2 czerwonej papryki
1/2 kg pomidorów
sól
4 porcje ravioli di magro
drobno posiekana natka pietruszki

W małym garnku rozgrzej oliwę i podsmaż na niej czosnek i pokrojoną cebulę. Dodaj paprykę pokrojoną w paski oraz sparzone i obrane ze skórki pomidory. Wszystko wymieszaj, przykryj pokrywką i gotuj na małym ogniu przez 30 minut, mieszając od czasu do czasu. Kiedy warzywa będą miękkie, zmiksuj je na gładki sos. Dopraw go do smaku i polej nim świeżo ugotowane ravioli. Gotowe danie posyp natką pietruszki.

Ravioli di magro

"Magro" to określenie czegoś, co jest "chude" lub "cienkie". W przypadku tradycyjnych ravioli i innych makaronów, ich chudość polega na braku mięsa w farszu. W zamian, w zależności od regionu Włoch, dodaje się ricottę, parmezan, mozzarellę i inne sery z mleka zwierzęcego. Tu i ówdzie faszeruje się ravioli szpinakiem, natką pietruszki i ziołami.
Moja wegańska wersja tej potrawy nie zawiera żadnego sera, nawet sojowego (bo tofu jest aktualnie w moim domu towarem deficytowym). Zamiast niego wkręciłam w farsz czerwoną soczewicę, co, być może, oddala nieco moje ravioli od oryginalnych, jednak efekt jest pyszny i godny polecenia. Wystarczy polać je sosem pomidorowym, aby poczuć niebo Italię w gębie.
Wykonanie tych makaronowych pierożków nie jest trudne, choć trzeba poświęcić sporo czasu na ich wylepienie i wycięcie. Warto, więc do roboty!




Składniki farszu:
1/2 szklanki czerwonej soczewicy
2 łyżki oliwy z oliwek
4 ząbki czosnku
1 mała cebula
250g świeżego szpinaku
3/4 łyżeczki gałki muszkatołowej
1/2 łyżeczki świeżo zmielonego pieprzu
1/2 łyżeczki papryki chilli
sól

Składniki ciasta:
3 łyżki mielonego siemienia lnianego
12 łyżek wrzątku
300g mąki
1 łyżka oliwy z oliwek
1/2 łyżeczki soli

Soczewicę zalej szklanką wody, posól i gotuj ją przez 20 minut na małym ogniu, pod pokrywką, nie mieszając. W dużym garnku rozgrzej oliwę i uduś na niej zmiażdżony czosnek, posiekaną cebulę i szpinak. Kiedy ten ostatni zmięknie i zmniejszy objętość, zmiel go w maszynce do maku. Dodaj soczewicę, gałkę muszkatołową, pieprz i chilli, dokładnie wymieszaj, a następnie posól według uznania. Gotowy farsz wstaw do lodówki na 30 minut.
W kubeczku wymieszaj mielone siemię z wrzątkiem i zostaw na kilka minut. W przesianej mące zrób dołek, wlej do niego oliwę i glut z siemienia, dodaj sól i zagnieć ciasto aż będzie w miarę miękkie i elastyczne (zajmie Ci to co najmniej 10 minut, więc cierpliwość i siła są wskazane!). 
Ciasto podziel na dwie równe części. Każdą z nich rozwałkuj na jednakowe prostokąty o grubości nie większej niż 1-2mm. Na jednym rozwałkowanym placku ułóż kupeczki z farszu i przykryj je drugim plackiem. Sklej ciasto palcami, po czym przetnij je nożem tak, żeby oddzielić od siebie ravioli. 
Pierożki gotuj w dużej ilości osolonego wrzątku przez minutę od ich wypłynięcia na powierzchnię. 

środa, 21 sierpnia 2013

Spaghetti al pomodoro e basilico

Od bardzo dawna mam blogowy kryzys, który nasilił się podczas wakacji. W tym roku są one wyjątkowo intensywne i barwne, a z powodu upałów, dostępu do wspaniałych owoców i warzyw, które najbardziej lubię jeść na surowo, lenistwa i zmęczenia wyjazdami, są ubogie w nowe przepisy.
Mam jednak coś, co warte jest zapisania i zapamiętania. 
Podczas mojego tygodniowego pobytu w Rzymie (o którym tu napiszę, tylko muszę okiełznać wspomnienia) odwiedziłam rewelacyjną restaurację Il Margutta RistorArte na Via Margutta 118. Jadłam tam coś tak pięknego, tak prostego i pysznego i w tak cudownej atmosferze, że do dziś się nad tym rozpływam. Po powrocie do Polski spróbowałam tę potrawę odtworzyć na podstawie tego, co znalazłam na talerzu i wyszło mi to niemal identycznie.
Poniższy przepis zawiera pełnoziarniste spaghetti, ale, oczywiście, można użyć dowolnego, ulubionego makaronu. W oryginale były to tagliatelle, ja dostałam (po uprzejmej propozycji szefa kuchni <3) bezglutenowe bucatini, a pierwszą wersję domową przyrządziłam z zite.




Składniki na dwie duże porcje:
2 łyżki oliwy z oliwek
4 ząbki czosnku
spory pęczek świeżej bazylii + kilka listków do aromatyzowania oliwy
1/2 czerwonej papryki
6-8 oliwek
1/2 kg pomidorów koktajlowych
duża szczypta soli
mniejsza szczypta papryki chilli
pełnoziarniste spaghetti lub inny makaron (również bezglutenowy)

Oliwę z oliwek, pokrojone ząbki czosnku i kilka listków bazylii wymieszaj i zostaw na kilka minut aż oliwa nabierze aromatu. Wtedy rozgrzej ją (razem z czosnkiem) na patelni, dodaj bardzo drobno pokrojoną paprykę, pokrojone w plasterki oliwki, przekrojone na pół pomidory koktajlowe, sól i chilli. Zawartość patelni wymieszaj, przykryj pokrywką i duś na małym ogniu przez kilkanaście minut. W tym czasie ugotuj makaron, przełóż go do sosu, dokładnie wymieszaj i dodaj pęczek świeżej bazylii. Wyłącz gaz, zostaw gotową potrawę na 2 minuty na przykrytej patelni, po czym podaj na podgrzanych (w piekarniku nastawionym na 50 stopni) talerzach.

sobota, 27 lipca 2013

Sarmale

Po powrocie z Rumunii napisałam mail do mojego nowego znajomego tambylca. Poprosiłam go, żeby zapytał mamę, babcię, ciotkę, siostrę lub kogokolwiek z jego rodziny, kto dobrze gotuje, o przepisy na ich ulubione, tradycyjne, zgodne z wszelkimi rumuńskimi zwyczajami, potrawy. Po dłuższej chwili odpisał. Dał mi przepis na gołąbki...
Sarmale, czyli właśnie rumuńskie gołąbki, zawija się w kiszone liście kapusty. Muszę przyznać, że rezultat jest wspaniały i wątpię, czy zrobię jeszcze ich polską wersję. Tradycyjne sarmale mają farsz mięsny. Moje są z soczewicą i pieczarkami.



Składniki na 12 sztuk:
1 szklanka czerwonej soczewicy
2 torebki ryżu
2 cebule
8 pieczarek
4 duże pomidory
sól
pieprz mielony
kapusta kiszona w liściach
1 łyżeczka pieprzu w ziarnach
5-6 ziaren ziela angielskiego
4 liście laurowe

Szklankę soczewicy zalej dwiema szklankami wrzątku, zakryj pokrywką i gotuj na małym ogniu, nie mieszając, przez 20 minut. Ryż ugotuj w osolonej wodzie. Cebulę i pieczarki posiekaj, wrzuć na patelnię, podlej wodą i uduś. Dodaj 1 pokrojony w kostkę pomidor, ugotowaną soczewicę i ugotowany ryż. Wszystko wymieszaj, dopraw solą i pieprzem według upodobań. Gotowy farsz zostaw do ostygnięcia (po czym go spróbuj i ewentualnie ponownie dopraw). Dno dużego garnka wyłóż jedną warstwą liści kapusty i jedną warstwą pokrojonych w plastry pomidorów. Farsz zawiń w liście kapusty. Gotowe sarmale ułóż ciasno w garnku z kapustą i pomidorami. Powciskaj pomiędzy nie ziarna pieprzu, ziele angielskie i liście laurowe. Całość zalej wodą, posól, zakryj pokrywką i gotuj na maleńkim ogniu przez 90 minut.



Nieznana kuchnia świata 2Organizator: Aniko

czwartek, 25 lipca 2013

Tarta drożdżowa z malinami

Patrzenie na kogoś, kto ze smakiem zjada coś, co właśnie przygotowałam, jest jedną z najprzyjemniejszych i najbardziej satysfakcjonujących chwil. Nie jestem dobra w mówieniu o miłości i przyjaźni, więc robię to za pomocą jedzenia. Karmiąc kogoś, wyrażam uczucia, przekazuję emocje, okazuję troskę. Powiedzenie "przez żołądek do serca" nabrało dla mnie znaczenia dopiero wtedy, kiedy faktycznie mogłam kogoś nakarmić i kiedy sama byłam karmiona. 
Tarta drożdżowa z owocami na uczuciową bombę nadaje się idealnie. Pierwszą jej wersją, jaką przygotowałam, była malinowo-jagodowa "My blueberry night", do której użyłam 250g borówek amerykańskich i około 100-120g malin. Obdarowany tym cudem pożarł pół blachy za jednym posiedzeniem, po czym wygonił mnie do domu, bo bał się, że jak tak dalej pójdzie, to z tej miłości utyje. ;) Druga wersja była tylko z malinami. Planuję jeszcze wiśniową, śliwkową, brzoskwiniową... 
To bardzo dużo kochania.



Składniki ciasta:
1/3 szklanki ciepłej wody
10g drożdży
3 łyżki cukru trzcinowego
2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
2 łyżki oleju
1 szklanka mąki pełnoziarnistej
250g malin

Składniki kruszonki:
2 łyżki oleju
4 łyżki cukru trzcinowego
4 łyżki mąki pełnoziarnistej

Drożdże i cukier rozpuść w ciepłej wodzie, dodaj ekstrakt waniliowy, olej i mąkę. Wyrób ciasto bardzo dokładnie, po czym zostaw je, przykryte ściereczką, na 30 minut. Po tym czasie wyklej ciastem formę do tarty, ułóż na nim owoce i posyp kruszonką zrobioną z wymieszanego z cukrem i mąką oleju. Odstaw surową tartę w ciepłe miejsce na kilkanaście minut, po czym wstaw ją do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 30 minut.

czwartek, 18 lipca 2013

Ananas z chilli i miętą

Jeszcze wczoraj miałam plan, żeby przygotować wegańskie english breakfast. Kupiłam te wszystkie śmieszne rzeczy jak marynowane pieczarki, koktajlowe pomidorki, fasolkę, tofu i parówki. A potem stwierdziłam, że mój zad rośnie w zastraszającym tempie, a tłuszcz czyha za winklem i tylko czeka na angielskie śniadanie, żeby zaatakować i się rozgościć w okolicach brzucha. 
Wstałam więc dziś rano, jeszcze z pustym żołądkiem zafundowałam sobie intensywną sesję jogi, a potem postanowiłam spalać bebzol treningiem pani Chodakowskiej. Moja kondycja nie istnieje. Kiedy pani prowadząca, sapiąc i świszcząc, zapytała mniej więcej: "czujesz udo? czujesz ten ból?", stwierdziłam, że "oj, k... czuję, sp..., k..., ja p...!" i padłam na wznak. Niby że musiałam dodatkowo poćwiczyć śavasanę.
Prawda jest taka, że ja się zwyczajnie nie nadaję do wykonywania jakichkolwiek ćwiczeń fizycznych, które polegają na czymś więcej niż rozciąganie mięśni pośladków i łydek. A raczej tego czegoś, co powinno być mięśniami - coraz częściej dochodzę do wniosku, że ja ich po prostu nie posiadam, bo zanikły po latach pierdzenia w stołek, oglądania w Internecie wysportowanych ludzi i biernego zazdroszczenia im, że oj, jakie oni mają piękne ciała, a ja nie.
Umiem schudnąć dietą. W tym względzie osiągnęłam wiele. Ponieważ nie chcę znów doprowadzić do sytuacji, w której będzie mnie łatwiej przeskoczyć niż obejść, postanowiłam ograniczyć spożywane na co dzień kalorie (i codziennie próbować ćwiczyć mięśnie, choćbym miała wzbogacić mój słownik o sześćset nowych słów, które wypadałoby wykropkować). Wynikiem tego postanowienia było spożycie takiego śniadania:



Składniki na 4 porcje:
1 świeży ananas
10-15 listków świeżej mięty
duża szczypta chilli
szczypta soli
sok z 1/2 limonki lub cytryny

Obranego ananasa pokrój na cienkie plasterki, umieść w misce, dodaj posiekaną miętę, przyprawy i sok z limonki lub cytryny. Wszystko dokładnie wymieszaj, zawiń wszystko w folię i umieść w lodówce na około godzinę. Po tym czasie ananas będzie gotowy.

środa, 17 lipca 2013

Falafel burger

"W takim burgerze można się zakochać"
Ech, racja.
Falafel burger, jak nazwa wskazuje, składa się z falafeli, warzyw w postaci pomidora, ogórka i sałaty, wegańskiego sosu czosnkowego oraz pełnoziarnistej bułki burgerowej. Jest to połączenie idealne, na swój sposób wzruszające.
Przepis na falafele poznałam na warsztatach z Jadłonomią. Trochę go tylko zmodyfikowałam :)



Składniki na około 18 kotletów:
400g suchej ciecierzycy
2 cebule
4 ząbki czosnku
1 duży pęczek pietruszki
2 łyżeczki kminu rzymskiego
1/2 łyżeczki cynamonu
1/2 łyżeczki kardamonu
1 łyżeczka soli
olej do smażenia

Ciecierzycę umieść w garnku, zalej dużą ilością wody i zostaw na noc. Rano ją odcedź i zmiel w maszynce do maku razem z pozostałymi składnikami. Wszystko dobrze wymieszaj. Z gotowej masy uformuj zwarte kotlety i smaż je na patelni aż nabiorą złoto-brązowego koloru.

Pełnoziarniste bułki burgerowe

Dopełnieniem dobrego wegeburgera jest idealna bułka.
Bułka burgerowa powinna być miękka i delikatna, żeby dało się ją łatwo ugryźć. Nie może się kruszyć, ani być zbyt sflaczała, bo nie utrzyma w sobie zawartości kanapki.
Przepis na bułki burgerowe poznałam podczas warsztatów z Jadłonomią (czekam na następne! :D), które odbyły się jakiś czas temu na Zakrzowskiej we Wrocławiu. Zmieniłam w nich to i owo, żeby nie jeść białej mąki i wyszły mi takie oto buły:




Składniki na 10-12 sztuk:
1 łyżka mielonego siemienia lnianego + 3 łyżki ciepłej wody
2 1/2 szklanki mąki pełnoziarnistej
1 szklanka ciepłej wody
20g drożdży
3 łyżki oleju
1 łyżka cukru trzcinowego
1 łyżeczka soli
sezam

W szklance wymieszaj siemię z trzema łyżkami wody i zostaw aż napęcznieje. W misce umieść mąkę, rozpuszczone w szklance wody drożdże, olej, cukier, sól i glut z siemienia. Wszystkie składniki zmiksuj mikserem ręcznym na bardzo gładką i elastyczną masę. Przykryj miskę czystą ściereczką i zostaw w ciepłym miejscu na około 60 minut. Kiedy ciasto wyrośnie, podziel je na 10-12 części, uformuj kulki, obtocz je w sezamie i ułóż na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Zostaw je w ciepłym miejscu na kolejne 30 minut. Po tym czasie wstaw bułki do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 12-14 minut.

środa, 10 lipca 2013

Rumunia

Polacy mają irytującą tendencję do wymyślania, rozpowszechniania, karmienia i utrzymywania stereotypów. Uwielbiają leczyć swoje kompleksy, wymyślając żarty na temat ludzi, którzy choć trochę się od nich różnią - czy to kolorem skóry, czy płcią osoby, którą kochają, bogiem, którego uważają za tego jedynego, czy dietą, jaką stosują. W oczach Polaków każdy Amerykanin jest grubasem, Holender - ćpunem i pedałem (combo!), Rosjanin - pijakiem, Cygan - złodziejem, muzułmanin - terrorystą, gej - pedofilem, a Rumun - brudasem i żebrakiem. 
Przyznaję, że w przypadku Rumunii nieco uległam tym opiniom i przed dotarciem tam trochę się bałam, że bieda, żebractwo i złodziejstwo mnie otoczą ze wszech stron i że nie wrócę do domu w takim samym stanie, w jakim wyjechałam.
W pewnym sensie się miło rozczarowałam (co uwielbiam!). Z drugiej strony rzeczywiście wróciłam stamtąd trochę odmieniona. :)


Costy - opiekun naszego zespołu, przewodnik, tragarz, towarzysz,
pomoc w załatwianiu wegańskich posiłków i wszystkiego, czego ktokolwiek z nas kiedykolwiek potrzebował.
Przyjacielski, uczciwy, pomocny, gotowy do poświęceń, a jest rumuńskim Cyganem.
Costy <3.

Podróż w tamtą stronę trwała 35 godzin. Nie wiem dlaczego. Nie chcę wiedzieć. W podobnym czasie doleciałam do Iraku przez Dubaj... W każdym razie jazda autobusem przez tyle godzin była męcząca i trudna do zniesienia. Za to kiedy dotarłam do Forest Ecvestru Park w Sucevity (czyt. Soczewicy - tak! :D), natychmiast zapomniałam o wszelkich trudach i znojach. Czterogwiazdkowy ośrodek, w którym zamieszkałam, położony jest w górach, na wsi, wśród natury i przestrzeni, której brakowało mi od dłuższego czasu. Nagle poczułam, że mam czym oddychać i że włączył mi się tryb "odpoczynek", a zmęczenie całym rokiem pracy zaczęło błyskawicznie odpływać.
Kiedy większość zespołu (znów wyjaśnienie - do Rumunii pojechałam jako członek kapeli Zespołu Pieśni i Tańca Ziemi Bolesławieckiej) postanowiła odpocząć w ośrodku, ja wybrałam się na kilkukilometrowy spacer po okolicznych wioskach. Byłam zachwycona tym, co tam zobaczyłam, poczułam i usłyszałam. Na rumuńskiej wsi widać, że bogato nie jest, ale mimo to jej mieszkańcy robią wszystko, żeby tego nie pokazywać. Drewniane domki są zadbane, kolorowe, wokół jest czysto i przyjemnie. Ludzie jeżdżą starymi bryczkami, które często są pięknie ozdobione, pozdrawiają się, są życzliwi i nieco ciekawscy. Widziałam też zaprzęg konny, wiozący sporą cygańską rodzinę, która śpiewała głośno i pewnie by tańczyła, gdyby na wozie było więcej miejsca. Wszędzie słychać było śpiew ptaków, cykanie świerszczy, szum drzew. Jak ja tego potrzebowałam!
Popołudniu czekała nas parada i pierwszy koncert. Ubrani w ludowe stroje pojechaliśmy jednak na obiad, z którego nie skorzystałam, bo składał się z mięsa i utytłanych mięsem warzyw. Kiedy spróbowałam dogadać się po angielsku z kelnerką i wyjaśnić, że jestem weganką i potrzebuję, żeby mi dała tylko warzywa, ta spojrzała na mnie krzywo i poprosiła, żebym zaczęła mówić po angielsku. Wiedząc, że się z nią nie dogadam, wróciłam do stołu, wyciągnęłam z torby swój paprykarz warzywny i zaczęłam obmyślać plan działania na najbliższy tydzień, żeby nie paść z głodu. 





Między paradą a koncertem opiekun naszej grupy zaprowadził nas do marketu, gdzie miałam możliwość zrobić zapasy. Zapytałam Costy'ego o dobre rumuńskie wina (były bardzo dobre :D i tanie :D i dużo :D) i, kierując się zasadą "o czym by tu jeszcze z nim pogadać, żeby nie wyjść na gburkę i buckę", powiedziałam mu, że zawsze w podróży mam problem z jedzeniem, bo jestem weganką, nie jem tego, tamtego i owego. Costy zrobił wielkie, przerażone oczy, zapytał, czy w takim razie jadłam cokolwiek, po czym zadzwonił do dyrektora festiwalu i załatwił mi wegańskie posiłki. Kilka razy dziennie pytał mnie, czy nie jestem głodna i czy jedzenie, które dostaję, jest w porządku. Głodna więc nie chodziłam, choć na grzyby już patrzeć nie mogę, bo przecież jedynym możliwym zastępnikiem mięsa są pieczarki i inne kapelusze na nogach ;) W każdym razie byłam niezwykle wzruszona troską, jaką zostałam otoczona i wdzięczna za nią niezmiernie.
Podczas pobytu na rumuńskiej Bukowinie zwiedziłam Muzeum Etnograficzne w Radauti, w którym dowiedziałam się sporo nowych rzeczy o dawnych, ludowych strojach, zwyczajach, życiu wsi, wyrobie soku z dyni i oleju z dyni, przędzeniu lnu, wyrobie lnianego materiału i naczyń ceramicznych. Byłam też w Marginei (położonej zaraz obok Sucevity), która słynie z czarnej ceramiki. Można było tam zobaczyć, jak się wyrabia kubki, wazoniki oraz inne naczynia i je kupić. Uczestniczyłam w integracyjnym party na którym nauczyłam się podstawowych kroków rumuńskich tańców, co nawet dla mnie - kawałka drewna z drewnianymi nogami, nie było trudne. Z autobusu oglądałam piękny, zielony kraj, który mnie zachwycił i którego jestem coraz bardziej ciekawa.




Kiedy jeździ się na festiwale z zespołami pieśni i tańca, jest niestety bardzo mało czasu na zwiedzanie, bo większość pobytu zajmują koncerty, próby, przygotowania do koncertów, dojazdy na koncerty, czekanie na koncerty i spotkania towarzyskie przed, w trakcie i po koncertach. Zwłaszcza, jeśli jest się w jakimś miejscu tylko przez kilka dni, czasu brakuje na wszystko. Na szczęście poznałam w Rumunii wiele zabawnych, roześmianych i szalonych ludzi, z którymi spędziłam cudowny tydzień. Poznałam Costy'ego, dzięki któremu śmiałam się bez przerwy, który z nami śpiewał, tańczył, mieszkał, jadł, pił (i przegrał :D), który pokazał mi skraweczek rumuńskiej kultury, zachęcając mnie do tego, żeby kiedyś (za rok?) wybrać się do jego kraju na dłuższą wyprawę. 
Było ekstra!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...