poniedziałek, 2 lipca 2012

Pasta z ciecierzycy i wędzonego tofu

Pół roku temu rzuciłam wyzwanie serwisowi vitalia.pl. Wykupiłam u nich plan diety, zaznaczyłam, że nie chcę, żeby pojawiało się w nim mięso, wkręciłam im, że nie lubię jajek i cierpię na nietolerancję laktozy, zatem w żadnym wypadku nie powinnam otrzymać potraw zawierających produkty mleczne. W dziale produktów uwielbianych i dla mnie wskazanych zaznaczyłam tofu we wszystkich odmianach, ciecierzycę, soczewicę, soję, wszystkie warzywa, owoce, grzyby, kasze i pestki.
Dumna i blada czekałam na to, co się wydarzy.
I zawiesiłam im system.
Przez półtora tygodnia nie dostałam od nich żadnej propozycji, automat ciągle kazał mi czekać na nowy plan diety. W końcu moja cierpliwość się skończyła, napisałam maila, że helloou, ja im płacę, a niczego od nich nie dostaję. Otrzymałam odpowiedź od wykwalifikowanej pani dietetyk, że co ja zrobiłam, że zaznaczyłam opcje tak, że nie mają dla mnie propozycji, olaboga gdzie jest białko?! Gdzie mięso?! Gdzie mleko?! Jak tak można?! 
Wtedy zatarłam rączki i ja, muzyk z wykształcenia i zwykła, szara pani od akordeonu, napisałam bardzo długiego maila do wykwalifikowanej pani dietetyk (oczywiście delikatnie, grzecznie, z uśmiechem i bez awantur). Poinformowałam ją, czym jest weganizm, skąd się bierze białko w wegańskiej diecie, wyraziłam ubolewanie, że w ofercie nie mają niczego dla wegetarian (o weganach nie wspominając), mimo że wiadomo nie od dziś, że dieta roślinna jest zdrowa i korzystna dla ludzi na każdym etapie życia. Napisałam, że proponowana przez nich dieta semiwegetariańska z wegetarianizmem nie ma nic wspólnego. Wyprzedziłam ewentualne ubolewania nad moim niedoborem B12, choć jednocześnie wątpiłam w to, że ktoś, kto rzuca we mnie olabogami z powodu braku zwierzęcego białka i zwierzęcego tłuszczu w diecie, mógłby o tak szczegółowym problemie jak B12 w ogóle pomyśleć.
W odpowiedzi dostałam zbywające mnie przeprosiny za to, że niestety, ale vitalia.pl nie ma mi do zaoferowania zbyt wiele i instrukcję, żebym sobie sama modyfikowała dietę według swoich potrzeb i swojego stylu życia. Z usług portalu zatem zrezygnowałam.
Cały ten przydługi wstęp napisałam po to, żeby przedstawić Wam pastę z ciecierzycy i wędzonego tofu (znalezioną tu i przeze mnie lekko zmodyfikowaną). Niech ktokolwiek po zjedzeniu tego dobrodziejstwa spróbuje zakrzyknąć "olaboga gdzie jest białko?!".

Składniki:
1/2 szklanki suchej ciecierzycy
1 kostka (180g) tofu wędzonego
1 ząbek czosnku
szczypra soli
szczypta pieprzu
1 łyżeczka oleju sezamowego
2-3 łyżki wody

Ciecierzycę zalej wodą i zostaw na noc. Rano ją ugotuj aż będzie miękka (około 60 minut), a następnie ją odcedź. Wszystkie składniki (oprócz wody) zmiksuj, po czym stopniowo dolewaj wodę do momentu połączenia się składników w jednolitą masę.

8 komentarzy:

  1. Ciekawa historia. Szczerze? Nie spodziewałam się, że niczego nie znajdą. O weganizmie mówi się przecież coraz więcej. Z drugiej strony, to tylko pokazuje, jak beznadziejnie uczą dietetyków na studiach (zresztą widziałam, co jedzą studentki dietetyki!). Dobrze, że chociaż zwrócono ci koszty. Wierzę w to, że sami jesteśmy swoimi najlepszymi dietetykami, jeśli tylko mamy wiedzę nt wszystkich witamin i mikroelementów.

    OdpowiedzUsuń
  2. aaaa mnie padł blender a tak bym coś hummusopodobnego wsysnęła :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo współczuję! Miałam tak jakiś czas temu, na szczęście dość szybko udało mi się zorganizować reskjuszoping. Bez blendera jak bez ręki.

      Usuń
  3. Pytanie off top - jaki to gadżet, ten z linkiem Empatii?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Spróbuję podłączyć się do grona Empatycznych :)

      Usuń
  4. Ja się jakiś czas temu z ciekawości zarejestrowałam na podobnym portalu, ale na szczęście mieli miesiąc próbny za free. Jak wpisałam im w programik co bym chciała jeść a czego bym nie chciała, to dostałam komunikat, że nie są w stanie ułożyć dla mnie diety i że mam skorzystać z opcji płatnej i skontaktować się z ich dietetykiem - ale tak daleko moja ciekawość nie sięgała ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja jak przechodzilam na weganizm to się skonsultowałam z Małgorzatą Desmond z carolina medical center, ułożyła mi dietę, wszystko ładnie i elegancko. Niestety w Polsce weganizm wciąż kojarzy się z niedoborową dietą jakichś oszołomów. Nie wiem kiedy to się wreszcie zmieni
    Basia

    OdpowiedzUsuń

Ponieważ zmęczył mnie spam wysyłany przez pewnego zautomatyzowanego anonima (100-120 komentarzy dziennie!), włączyłam weryfikację obrazkową. Mam nadzieję, że Was to nie zniechęci do komentowania zawartości mojego bloga! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...