poniedziałek, 2 maja 2016

Życie bez powietrza

Czy wiesz, jak to jest, kiedy codziennie budzisz się, ale jest tak, jak byś się nie obudził? Czy wiesz, jak to jest, kiedy żyjesz, ale czujesz, jak byś od dawna nie oddychał? Czy wiesz, jak to jest zamknąć się w środku siebie i nie móc wyjść? 
Ja wiem.
Rok temu byłam pewna jak niczego nigdy, że życie mi się w końcu ułożyło, że wyszłam na prostą, bo miałam bardzo udany związek, mieszkanie, pracę, wspólną wizję przyszłości, przyjaciół. Wszystko się zawaliło w jednej chwili, bo nagle, nie wiadomo dlaczego, zakończył się mój związek idealny. Zdarza się, nie?
W dniu, w którym mój chłopiec mnie zostawił, dowiedziałam się, że jestem z nim w ciąży. Po dwóch dniach, z powodu stresu, poroniłam. 
I przestałam oddychać.
To już siedem miesięcy bez powietrza.

Przepraszam zatem, że mnie tu nie ma. Już nie wrócę.

poniedziałek, 8 lutego 2016

Marzenie numer 88: Kupić sukienkę wieczorową i w niej wystąpić

Kupiłam wprawdzie nie sukienkę, a spódnicę, ale wieczorowa jest. Wystąpiłam w niej nawet dwukrotnie. Koncerty odbyły się kilka miesięcy temu, oba jubileuszowe, bo obie szkoły, w których pracuję, są stare jak świat.

Zdjęcie z drugiego:

Fot. Janusz Serafinowicz

Nagranie z pierwszego:



Marzenie spełnione.

Co do innych moich marzeń: dziś setny dzień bez papierosa. Yey.

A co do wyzwania 5km dziennie: oczywiście nie wyszło. Po trzech tygodniach opadłam z sił. Ale nie poddaję się, trochę się jeszcze ruszam. Jeszcze.

niedziela, 17 stycznia 2016

5km dziennie. Tydzień 2

Tym razem nie poszło mi zbyt dobrze, bo przez cały tydzień pracowałam po 10 godzin dziennie i nie miałam czasu na ruch. Do tego nie zawsze pamiętałam o włączaniu Endomondo i nie wiem do końca, ile kilometrów przebyłam. Moje mniej więcej (bardziej mniej) dokładne obliczenia mówią, że jestem 15km w plecy.



Narastające zaległości wpędziły mnie w wyrzuty sumienia. Tyle, że nie mam co marudzić i użalać się nad sobą. Wszystko jest do nadrobienia, tylko muszę to robić systematycznie i po trochę. Dziś zaczynam.

czwartek, 7 stycznia 2016

5km dziennie. Tydzień 1

Pierwszy tydzień wyzwania za mną. Wyniki prezentują się tak:



Moja aktywność fizyczna ograniczyła się do chodzenia, bo biegać w taką pogodę nie zamierzam, wyciąganie roweru z piwnicy byłoby głupie i niebezpieczne, nie mówiąc już o wątpliwej przyjemności z jeżdżenia po śnieżno-lodowo-błotnej ciapie. Ten piątkowy, niebieski paseczek na wykresie, to 30 długości basenu. Nie umiem zbyt dobrze pływać, więc był to wyczyn (po którym przez trzy dni cierpiałam na bóle brzucha). Najsłabszy był wtorek, bo nie miałam czasu nawet się podrapać.
Środę za to, z racji święta, miałam wolną, leniwą. Tak leniwą, że o mały włos, a bym ją przeleżała, przeoglądała serialowo i przegrała w gry. Zmusiłam się do wyjścia na spacer i tak mnie ten spacer wciągnął, że nadrobiłam zaległość z wtorku. W nagrodę zagrałam w Dotę i chyba ogarnęłam Necrophosa. Chyba.
W tym moim chodzeniu jestem kilometr z haczykiem do tyłu, ale nadrobię go rychło. Może dziś, może jutro. Nie wiadomo.

piątek, 1 stycznia 2016

5km dziennie. Zasady

Tak, zmiana daty to zawsze dla mnie pretekst do wzięcia się za siebie. Niezmiennie stosuję w głowie formułkę "od pierwszego...", "od jutra...", "od poniedziałku..." i postanawiam. Zwykle wytrwałości wystarcza mi tylko na trochę, ale na szczęście później znów jest pierwszy, jutro, poniedziałek.
Jedno z postanowień, póki co, utrzymuję, a związane jest ono z jednym z moich stu marzeń. Dziś mija sześćdziesiąty drugi (bo zaczęłam 1 listopada) dzień bez papierosa i wszystko wskazuje na to, że, choć nie jest łatwo, może mi się udać wyjść z nałogu. Trzymajcie kciuki.


Po raz pierwszy do wyzwania 5 kilometrów dziennie podeszłam pod koniec sierpnia i wypełniałam je przez równy miesiąc, po czym zachorowałam i musiałam przestać. Teraz jest już trochę lepiej, dlatego podejmuję się go na nowo.

Zasady są proste.
1. Należy codziennie przejść, przebiec, przejechać na rowerze, przepłynąć, przespacerować, przejechać na rolkach, łyżwach, nartach, przewędrować... po prostu przebyć 5 kilometrów.
2. Można więcej, nie można mniej.
3. Odległości pokonane różnymi metodami sumują się.
4. Jeśli zdarzy się dzień, w którym nie uda się wykonać zadania, przechodzi ono na dzień następny (przykład: jeśli w poniedziałek udało się przejść tylko 4 kilometry, we wtorek trzeba przejść 6).
5. Niewykonane zadanie można rozłożyć na kilka dni (przykład: jeśli w poniedziałek nie udało się przebiec ani jednego kilometra, to od wtorku do soboty trzeba zaliczyć po 6).
6. Nadrabianie zaległości nie działa wstecz (fakt, że w niedzielę przebiegło się 10 kilometrów, nie oznacza, że w poniedziałek można usiąść na dupie i bezkarnie nic nie robić).
7. Na koniec dnia należy zrobić rachunek sumienia i zapisać wyniki oraz zaplanować ruch na następny dzień.

Tak naprawdę nie jest to zadanie bardzo trudne do wykonania, choć wymaga dyscypliny. Ważna jest różnorodność, bo nuda potrafi zabić każdy entuzjazm. Warto pomyśleć o towarzystwie, bo można tak dokonać cudów i nawet nie zauważyć, kiedy.

Jakich efektów oczekuję? Większej sprawności, lepszej kondycji, niższej wagi. Policzyłam właśnie, że wyzwanie 5 kilometrów dziennie może mi pomóc w spełnieniu co najmniej dwudziestu jeden ze stu moich marzeń. Jest to wystarczająca motywacja.

Kto się przyłączy?

sobota, 5 grudnia 2015

Marzenie numer 23: Skończyć wyposażanie obecnego mieszkania

Za kilka dni minie rok od pierwszej nocy spędzonej w moim własnym mieszkaniu. Kiedy się tu wprowadzałam, miałam tylko materac do spania i łazienkę. Nie było nawet drzwi, nie było pół czegokolwiek w kuchni, a podłoga służyła za mebel uniwersalny - stół, biurko, kuchnię, szafę i łóżko w jednym.
Spisałam wtedy listę zakupów. Znalazły się na niej niezbędne sprzęty, urządzenia, meble, raczej tylko te konkretne, praktyczne rzeczy. Lista była przerażająco długa i, co jeszcze straszniejsze, bardzo droga. Beznadziejnie droga i zupełnie poza zasięgiem.
Nie sądziłam, że kiedykolwiek to powiem, ale udało się. Wyposażyłam mieszkanie we wszystko, co znalazło się na mojej liście zakupów. Wczoraj skręciłam ostatnie zaplanowane meble, czyli łóżko i komodę. Trochę nie wierzę w to, jaką metamorfozę przeszło to mieszkanie od dnia zakupu do dziś. Popatrzcie.




Ktoś mi niedawno napisał, że ceni mnie za to, jaką jestem silną i niezależną kobietą. Tak. Jestem. Przynajmniej na zewnątrz.


niedziela, 18 października 2015

100 marzeń



W ramach walki z silną depresją. Może kiedyś sobie pójdzie.


100 marzeń

1. Polecieć paralotnią
2. Pojechać nad Bałtyk zimą
3. Polecieć do Meksyku
4. Polecieć na Islandię
5. Zobaczyć zorzę polarną
6. Wybudować dom
7. Adoptować kota
8. Ważyć 59kg
9. Polecieć do Indii
10. Kochać i być kochaną
11. Zobaczyć Wielki Kanion
12. Spłacić wszystkie obecne długi
13. Spotkać Gordona Ramsaya
14. Polecieć do Argentyny
15. Przebiec 10km bez zatrzymywania
16. Uratować komuś życie
17. Polecieć do Japonii
18. Zwiedzić Pragę
19. Zmienić pracę
20. Wysłuchać koncertu sir Simona Rattle’a na żywo
21. Wytrzymać 365 dni bez papierosa
22. Nauczyć się języka włoskiego
23. Skończyć wyposażanie obecnego mieszkania
24. Polecieć do Rzymu
25. Polecieć do Barcelony
26. Polecieć do Portugalii
27. Pojechać na koncert Sigur Ros
28. Wyprzedać lub rozdać niepotrzebne przedmioty
29. Przeczytać wszystkie książki Pratchetta
30. Dokończyć przeprowadzkę
31. Zadbać o kręgosłup
32. Zrobić prawo jazdy kategorii A
33. Kupić motor
34. Spełnić marzenie mojego przyjaciela
35. Polecieć do Peru
36. Nauczyć się grać na akordeonie
37. Stać się dla kogoś kimś ważnym
38. Polecieć do Londynu
39. Odwiedzić jeden z parków Six Flags
40. Pojechać na koncert Bjork
41. Zostać wolontariuszem
42. Uwierzyć w siebie
43. Wyregulować swój zegar biologiczny
44. Nauczyć się stania na głowie/rękach
45. Ułożyć kostkę Rubika w 30 sekund
46. Pojechać na wyprawę rowerową
47. Odzyskać równowagę
48. Nauczyć się języka hiszpańskiego
49. Odłożyć pieniądze na starość
50. Naprawić kolana
51. Wzruszyć kogoś
52. Znaleźć nowe hobby
53. Sprawić, że ojciec będzie ze mnie dumny
54. Odnowić starą, zaniedbaną znajomość
55. Nauczyć się jak nie marnować czasu
56. Znaleźć codzienny rytuał 
57. Znaleźć powód do uśmiechu
58. Wyleczyć się z depresji
59. Polecieć do Norwegii
60. Adoptować psa
61. Nauczyć się tańczyć
62. Zagrać joba na ulicy
63. Pojechać na Mazury
64. Pojechać na wakacje kamperem 
65. Nauczyć się pływać
66. Mieć mały sad
67. Nauczyć się przyszywania guzików
68. Przestać bać się ludzi
69. Nauczyć się robić makijaż
70. Nakręcić film
71. Pobiec w Biegu Wegańskim
72. Nauczyć się jeździć samochodem
73. Polecieć do Amsterdamu
74. Przejść wszystkie szlaki w Karkonoszach
75. Przejść wszystkie szlaki w Bieszczadach
76. Pojechać do Heide Parku
77. Mieć spiżarnię
78. Kupić slowjuicer
79. Polecieć do Bukaresztu
80. Polecieć do Amritsaru
81. Mieć garderobę
82. Wyremontować piwnicę
83. Nauczyć się jeździć na nartach
84. Kupić Mini Coopera
85. Spędzić noc na plaży
86. Znaleźć kesze w 30 różnych krajach
87. Móc dosięgnąć do podłogi całymi dłońmi przy wyprostowanych nogach
88. Kupić sukienkę wieczorową i w niej wystąpić
89. Zobaczyć Stonehenge
90. Napisać książkę dla dzieci
91. Zjeść pizzę w Rzymie
92. Spędzić święta w górach
93. Odwiedzić pokój zagadek
94. Zjeść winogrona z własnego balkonu
95. Nie mieszkać sama
96. Mieć dziecko
97. Mieć portfel i umieć z niego korzystać
98. Nauczyć się chodzić w szpilkach
99. Znaleźć garść bursztynów
100.  Umrzeć, będąc szczęśliwą


.


piątek, 11 września 2015

Pikantna zupa krem z papryki i pomidorów z czerwoną fasolą

Przespałam pół dnia i poczułam, że muszę się w końcu obudzić. Ugotowałam zupę, która błyskawicznie postawiła mnie na nogi.


Składniki na 4 porcje:
1 łyżka oliwy
2 cebule
4 ząbki czosnku
4 duże papryki
4 duże pomidory
1 płaska łyżeczka soli
1 płaska łyżeczka chilli
1 puszka czerwonej fasoli

W sporym garnku rozgrzej oliwę, podsmaż na niej pokrojone cebule, ząbki czosnku, papryki i pomidory, dodaj sól i chilli, zamieszaj i gotuj na małym ogniu przez 30 minut. Po tym czasie zmiksuj warzywa na gładką zupę i dodaj wypłukaną fasolę.

sobota, 29 sierpnia 2015

Maca

Kiedy byłam mała i jeździłam na wakacje do prababci, maca była wielką atrakcją dla wszystkich dzieci. Piekliśmy ją na starym piecu z fajerkami, zawsze przy okazji przygotowywania domowego makaronu. 
W miejskich warunkach, bez pieca, też da się ją bez problemu przygotować. Wystarczy płat ciasta makaronowego lub, jak w tym przypadku, pierogowego i sucha, dobrze rozgrzana patelnia. 
Można macę wykorzystać do przyrządzenia kanapek, zjeść ją, maczając w dipie, albo taką po prostu - na sucho. 


Składniki:
150g mąki
spora szczypta soli
1/2 szklanki wrzątku
1 łyżka oleju

Zmieszaj mąkę z solą, zalej wrzątkiem, dodaj olej. Bardzo dokładnie wyrób ciasto - powinno być miękkie i elastyczne. Rozwałkuj ciasto na płat o grubości 1-2mm, potnij na grube pasy i smaż na dobrze rozgrzanej, suchej patelni przez minutę z każdej strony.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...